Nocleg (Mickiewicz, 1864)

Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855)

Nasz Naczelnik nad Trockiem jezioremBo kowgańskiej potyczce nocuje.Strzelcy leżą na kępie taborem:Jeden rany swe mchem opatruje;

Drugi strzelbę przeczyszcza, nabija,Kaptur z brzozy na zamek nasuwa;Ten wpółsenny pod głowę płaszcz zwija.I usnęli. Straż stoi, wódz czuwa —

On pod drzewem coś duma w pomroce.Drzewo suche — lecz miało owoce;Najgłodniejszych ten owoc odstrasza:Wiszą na niem dwie gruszki Judasza.

W górę szpiegi! Cesarskie to sługi:Jeden Prusak, z nogami długiemi,W białych pończochach; a drugi,Żyd, pejsami zamiata po ziemi.

Nie śpi wódz. Na kolanach broń trzyma,Wzrokiem szuka pagórka znanego:Ten za wodą, na wzgórku, dom jego!Dom w ciemności on żegna oczyma.

Wtem błysnęło nad wzgórkiem — Czy piorun?Piorun u nas nie bije w tę porę:— O Najświętsza! o Maryo z Borun!Ratuj ich — ratuj dzieci — dom gore. —

Gdzie jest patrol? Na konia! Do dworu! —Wtem słuchają — Łom trzeszczy, gwar ludzi,I «kto idzie!» głos ozwał się w boru.Patrol wraca, i obóz się budzi.

— Wodzu! wielka dla ciebie żałoba!Wraca patrol z wieściami Hijoba.Jeden mówi: zarżnęli twą żonę,Drugi mówi: twe dzieci spalone.

— Lecz pojmali dowódcę Moskali.Kto on? — Francuz, nie stary, przystojny;I w moskiewskiej on służbie wsie pali,Za pieniądze lud siecze niezbrojny! —

Wódz, jak gdyby rażony od gromu,Na dom patrzał i milczał i słuchał.Z okien wszystkich żar sypał się z domu,Z oczu wodza straszniejszy żar buchał.

I w obozie zbudzonym, zdumiałym,Było głuche milczenie i zgroza.Milczał wódz, jako broń przed wystrzałem;Na dom patrzał — i krzyknął: powroza! —

Przyskoczyły dwa katy rozkoły,Stryczek mieli gotowy ze sznura,Zakasali rękawy za poły,I oddarli mu kołnierz z mundura.

Wtem ktoś leci — Kto idzie? — «Lud z Bogiem!Nasze hasło; poznajcie wiarusa!»Zrzuca płaszcz — ach, to mundur Krakusa:Biały surdut z czerwonym wyłogiem!

«Zbił Skrzynecki, zbił na łeb, na szyję,Zbił pod Wawrem Rozena, Gejsmara!Nabrał jeńców i dział co niemiara,Idzie w Litwę — Skrzynecki niech żyje!»

Krzyczał żołnierz i śmiał się i szlochał —Ach! kto miłej ojczyzny nie kochał,Biedny! łzami nie płakał takiemi —A Naczelnik? — On leży na ziemi.

Leżał krzyżem i długo się modlił.Wstał, i rzekł do Francuza: «Idź wolny!Precz od nóg mych — byś nóg mych nie podlił!Jam dziś karać nikogo nie zdolny —»