Pieśń filaretów

Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855)

Hej, użyjmy żywota!Wszak żyjem tylko raz:Niechaj ta czara złotaNie próżno wabi nas.

Hejże, do niej wesoło!Niechaj obiega wkoło;Chwytaj i do dna chylZwiastunkę słodkich chwil.

Po co tu obce mowy?Polski pijemy miód:Lepszy śpiew narodowy,I lepszy bratni ród.

W ksiąg greckich, rzymskich stekiWlazłeś, nie żebyś gnił;Byś bawił się jak Greki,A jak Rzymianin bił.

Ot tam siedzą prawnicy,I dla nich puhar staw:Dzisiaj trzeba prawicy,A jutro trzeba praw.

Wymowa wznieść nie zdołaDziś na wolności szczyt;Gdzie przyjaźń, miłość woła,Tam bracia cyt, tam cyt!

Kto metal kwasi, pali,Skwasi metal i czas:My ze złotych metaliBacha ciągnijmy kwas.

Ten się śród mędrców liczy,Zna chemią, ma gust,Kto pierwiastek słodyczyZ lubych wyciągnął ust.

Mierzący świata drogi,Gwiazdy i nieba strop,Archimed był ubogi,Nie miał gdzie oprzeć stopstop.

Dziś, gdy chce ruszać światyJego Newtońska mość,Niechaj policzy bratyI niechaj powie dość!

Cyrkla, wagi i miaryDo martwych użyj brył:Mierz siłę na zamiary,Nie zamiar podług sił!...

Bo gdzie się serca palą,Cyrklem uniesień duch,Dobro powszechne skalą,Jedność większa od dwóch.

Hej, użyjmy żywota!Wszak żyjem tylko raz;Tu stoi czara złota,A wnet przeminie czas.

Krew stygnie, włos się bieli,W wieczności wpadniem toń;To oko zamknie Feli,To filarecka dłoń.