Rękawiczka

Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855)

Poezye Adama Mickiewicza

Chcąc bydź widzem dzikich bojówJuż u źwierzyńca podwojów,Król zasiada.Przy nim xiążęta i panowie Rada,A gdzie wzniosły krążył ganekRycerze obok kochanek.

Król skinął palcem, zaczęto igrzyskoSpadły wrzeciądze; ogromne lwisko,Zwolna się toczy,Podnosi czoło,Milczkiem obraca oczyWokoło,

I ziewy rozdarł straszliwie,I kudły zatrząsł na grzywieI wyciągnął cielska brzemieI obalił się na ziemię.

Król skinął znowu,Znowu przemknie się krata,Szybkiemi skoki, chciwy połowuTygrys wylata.Spoziera zdala,I kłami błyska,Język wywala,Ogonem ciska,I Lwa dokoła obiegaTopiąc wzrok jaszczurczy,Wyje i burczy,Burcząc na stronie przylega,

Król skinął znowu;Znowu podwoj otwarty,I z jednego zachowuDwa wyskakują lamparty.

Łakoma boju, para zajadłaJuż tygrysa opadła,Już się tygrys z niemi drapie,Już obudwu trzyma w łapie;Wtém lew podniósł łeb do góry,Zagrzmiał — i znowu cisze —A dzicz s krwawemi pazuryObiega.. za mordem dysze.Dysząc na stronie przylega.

Wtém leci rękawiczka z krużganków pałacu,Z rączek nadobnéj Marty,Pada między tygrysa i między lampartyNa środek placu.

Marta z uśmiechem rzecze do EmrodaKto mię tak kocha, jak po tysiąc razyCzułemi przysiągł wyrazy,Niechaj mi teraz rękawiczkę poda.

Emrod przeskoczył zapory,Jdzie pomiędzy potwory,Smiało rękawiczkę bierze,Dziwją się panie, dziwią się rycerze.

A on w zwycięskiéj chwaleWstępuje na krużganki,Tam od radosnéj witany kochanki,Rycerz jéj w oczy rękawiczkę rzucił,„Pani, twych dzięków nie trzeba mi wcale”To rzekł i poszedł, i więcej nie wrócił.