O Amorku (Raz idącemu powoli...)
Raz idącemu powoliKazał mi z sobą biec Bożek swawoli,I różczką z hijacyntu poganiał mię wciąż,Biegłem więc przed nim bez zwłoki,Przez dzikie knieje i wzdęte potoki,W tém w nogę niespodzianie ukosił mnie wąż.
Już ledwie osłabły żyję,Już krew z przestrachu do twarzy mi bije,Już mię Bożek miłości więcéj nie pogania,I litując się boleściLekko mnie swemi skrzydełkami pieści,I mówi: Ty nie jesteś zdatnym do kochania.