Wiersz konny
WIERSZ KONNY
Pochylony ku światu — patrzę w cień mój konny,Jak się obco przewija — skośny i postronny —Wybojem dróg.Mój cisawy, któremu i głaz nie zacięży, —Zaświat w słońcu zwęszywszy, — kark zagrzany tężyW uparty łuk!
Woniejące od pola, z traw wywiane losyZłączyły nas na wspólny bieg w tamte niebiosyI w tamten las...I kazały jednakim zespolić się ruchemNa sny różne, co — jawy związane łańcuchem —Śnią się raz w raz.
Dąb, migając za dębem, wstecz luźnie odlata, —W przerwach między dębami zaskoczona chataCofa się w jar!...Ruczaj, słońcu naukos jarząc się samopas,Z oczu nagle nam znika, jak wylękły topaz,Mara wśród mar...
Stogi siana z bocianem lub wroną na czubieOlbrzymieją do czasu, aż giną w przegubieMinionych miedz!
I dobrze nam i barwno, gdy skrajem źrenicyPochwycimy mak w życie lub kąkol w pszenicy,By dalej biec!
I dobrze nam i skrzyście, gdy wpobok cmentarzaChata szybą od blasku oślepłą przerażaDaleki step —Lub gdy srebrem oparty o wierzchołek drzewaObłok — snem rozwidniony — na słońcu wygrzewaKudłaty łeb!
Bezmiar nozdrza nam szarpie i wre w naszym pocie,A my piersią zdyszaną na własnej tęsknocieKładziem się wzdłuż!W jeden tętent dwa nasze stapiając milczenia,Sprzepaszczamy się w zamęt bystrego istnieniaObojgiem dusz!
Czy to śmierć się tak dymi w zdybanym bezkresie?Tak, to — ona! To — ona! Bo tak właśnie zwie się.Tchu w piersi brak!...Trzeba przemknąć pomiędzy śmiercią a pokrzywą...Cisak w nicość się gęstwi pogmatwaną grzywą,Jak lotny krzak!
Jeszcze chwila — a niebo skończy się! Lecz niech noPróżnie zowąd wybłysłe ku nam się uśmiechnąZza mgieł i wzgórz,A my, łamiąc przeszkody, groźniej i pochmurniejPośpieszymy w tę otchłań na wieczysty turniejTamtejszych burz!
Jakiś blady mieszkaniec chmur — z niebios wybrzeżaWidzi, że wicher w locie o pierś nam uderzaJak stal o stal, —I nie może rozeznać poprzez kurzaw zwoje,Co się stało na ziemi, że tych kształtów dwojeMknie w jedną dal?
I nie może zrozumieć w swojem wniebowzięciu,Czemu z wyżyn drapieżnych spadł na kark zwierzęciuCzłowieczy stwór?I dlaczego dwie zmory różnego obłęduZbiegły się, aby zdwoić czar swego rozpęduDo innych zmór?