Tartak słoneczny (wiersz)

Bronisława Ostrowska (1881–1928)

Czarny bór;wytrysk kwitnących sił,ptasie kapele,szumów chór —śpiewanie, śpiewanie, śpiewanie...

Kopalniaki, deski, bele...W zgrzycie świszczących piłprzewartościowanie?zgłębianie?

Rozpatrzmy rzecz po ludzku, poprostu,jak zadanie matematyczne:Mamy oto dwie linje wytyczne:Pierwsza — tęsknota wzrostu,roślinnych łodyg pieśń, sokami życia gwarna,zielona, żywa, wzlatującaod centru rodzącego ziarnado centru rodzącego słońca.

O cicha walko podniebna i podziemna,męko tajemna

odchyleń stokrotnych!Tajnico wszystkich siewów, zwiędnień i rozkwitów,błogosławieństwo szczytówprostych i samotnych.

Pierwsza linja — to stugłosy, śpiewający, roztęskniony boru wzlot.Druga linja — to śmiertelny grotciosu, złomu; linja poziomu,którą wykreśla zgon.Obręcz czerwona,znacząca skazane pnie,piła ostrzona,topór, co tnie.

O rozpostarte miłościwie ramiona,o wichry, o kołysania, o śpiewy!...O starodrzewy...Głową skrzydlatą o ziem... o ziem... o ziem!...Czemżeście były?... snem?!

Druga linja — to poziom; widnokrężnem ostrzemprzecinająca pionprzecięciem jak najprostszem.

O tajemnico dokonań odwiecznych,pieczęci złoto,

w obiegu życia i śmierci wykreśleń koniecznychTy nieodmiennie tryskasz snopem zórz słonecznych,Światłem żywota!

Droga się rozwiązuje z wymiarów w bezmiary:pion strzelający wzwyżi poziom rozpostarty nad światem —kreślą swym nieodmiennym, koniecznym stygmatemsymbol ofiary— Krzyż!

A tu już braki miar i słów...Zrób krzyża znaki pacierz zmów.