Fajka pokoju

Charles Baudelaire (1821–1867)

Traducido del francés por Bohdan Wydżga

Owóż Gitche Manito, potężny Pan Życia,Zszedł na zieloną prerję z za niebios przykrycia —Na niezmierzoną prerję; tam u gór rubieży,Gdzie się Czerwonych Łomów zrąb wznosi zuchwale,Panując nad przestrzenią, stał w porannej chwale —Wyniosły, niedosiężny, w tej z słońca odzieży.

I, by zwołać plemiona, które z jego łaskiRozmnożyły się liczniej niż trawa i piaski,Ułamał straszną dłonią blok skalny jak glinę,Fajkę czyniąc wspaniałą z tej bryły kamienia;Zaczem w gąszczu zarośli na brzegu strumienia.Aby sporządzić cybuch, wybrał długą trzcinę.

By fajkę swą nałożyć, zdarł z wierzby leciwejKorę — zaczem, Stworzyciel Siły miłościwy,Zapalił Fajkę Zgody jak boską latarnię;Tam, gdzie Czerwonych Złomów zrąb sterczy zuchwale,Paląc — wyniosły, dumny — stał w słonecznej chwale,A dym modry się wznosić jął w niebo ofiarnie.

Podnosił się powoli, wonny i falisty,W pogodnego poranka ciszy uroczystej:Zrazu był to zaledwie smug wątły perłowy,Zaczem się dym uczynił bardziej gęsty, siny —Wkońcu pobielał; rosnąc, szedł w niebios głębiny,Aby tam się roztrącić o strop kryształowy.

Od najdalszych, kresowych szczytów Gór Skalistych,Gdzieś od północnych jezior głębin przepaścistych,Od słynnej Tuscalozy pachnącej dąbrowy —Aż hen, do Tawasenthy rozkosznej doliny —Wszyscy dojrzeli dymu sygnał biało-siny,Podnoszący się górnie w ów ranek różowy.

I mówili Prorocy: „Widzicie, jak wstajeÓw dym, podobny ręce, która rozkaz daje,I, chwiejąc się, przysłania kirem słońce blade?Oto Gitche Manito, potężny Pan Życia,Wieści wszem ludom, zszedłszy z za niebios pokrycia:„Wojownicy, zwołuję was wszystkich na radę!”

Przez lśniące wodne trakty i stepy zieloneZ czterech stron widnokręgu ciągną niezliczoneZastępy wojowników. — Ludy i plemiona,Wiernie pojąwszy sygnał ów dymnych ogromów,Przyciągnęły posłusznie do Czerwonych Łomów,Gdzie przez Gitche Manita rada wyznaczona.

Wojownicy stanęli na stepie darniowymW uświęconym zwyczajem rynsztunku bojowym,Umalowani barwnie jak liście jesienne;I wzajemnej ku sobie nienawiści siła —Nienawiści, co w dziadów się oczach paliła,Odżyła w oczach wnuków jak dziedzictwo plenne,

— Żądza wojny zajadłej wszystkich ze wszystkiemi!Owóż Gitche Manito, Pan i Władca Ziemi,Poglądał na nich smutnie, bo go waśń nie cieszy —Jak ojciec bardzo dobry, niezgody wróg srogi,Patrzy na bijatyki swojej dziatwy drogiej. —— Tak się Gitche Manito czuł ojcem tych rzeszy.

Rozpostarł ponad niemi potężną prawicę,Jakby chciał uspokoić gniewu błyskawice —Lub ostudzić gorączki w cieniu możnej dłoni —Poczem przemówił głosem, podobnym do grzmotu.Albo do spadających w przepaść wód łomotu —Głosem, przed którym wszystko z drżeniem głowy kłoni:

„Rodzie mój, sercu drogi, ale opłakany!Dzieci, słuchajcie mnie, co chcę waszego dobra.Gitche Manito mówi — Życia Pan nad Pany —Ten, który w wasze knieje i zielone łanyZesłał niedźwiedzia, łosia, bizona i bobra.

„Czyż was w pieczy nie miało Opiekuńcze Bóstwo?Dlaczego więc myśliwy mordercą się staje?Dałem wam hojne łowy, sute rybołóstwo,Błota zaludnia ptastwa wszelakiego mnóstwo —Czemuż więc człek na życie sąsiada nastaje?

„Już znużyły me oczy te okrutne wojny. —Nawet błagania — modły wasze są zbrodnicze!Wygubi was doszczętu duch krwawy i zbrojny. —Wszakże w jedności siła! Wiedźcie byt spokojny —Braci wzorem; uśmierzcie serca wojownicze!

„Niebawem mieć będziecie z mej ręki Proroka,Co przyjdzie was nauczać i cierpieć wraz z wami. —Jego słowa — miód czysty, myśl — studnia głęboka.Ale nie bądźcie głusi na głos ów z wysoka,Bo, dzieci me — sczeźniecie! Wy — wraz z potomkami!

„Zmyjcie wojenne barwy — zrzućcie ten strój zbrojny!Kamienia tutaj nie brak, ani trzcin u zdroju:Na fajkę starczy wszystkim. — Dość już krwi i wojny!Od dziś śród braci pokój niech rządzi dostojny —I wszyscy zgodnie Fajkę zapalcie Pokoju!”

I nagle wszyscy, krwawe odrzuciwszy zbroje,Wojenne barwy z lic swych myć biegną nad zdroje —Malunek dziki, który żądze mordu nieci;Każdy wybiera kamień i fajkę w nim żłobi,Wycina długą trzcinę, którą zręcznie zdobi. —A Duch się miłościwie uśmiechał do dzieci!

Dym wonny słał się ponad rzeszami mnogiemi,A zaś Gitche Manito, Pan Życia i Ziemi,Przez uchylone niebios powracał podwoje. —— Wracał przez obłok gęsty, słońcem wyzłocony —Wszechmocny, nieobjęty, w swe górne regjony —Wonny, wzniosły, radosny — chwaląc dzieło swoje!