Padlina
Traducido del francés por Bohdan Wydżga
Czy pamiętasz, ma piękna, coś ze mną postrzegłaW ów ranek letni — jasny, złoty?— Na drodze naszej niecna padlina zaległa —Na skręcie ścieżki śród spiekoty:
Nogi rozwarła, niby dziewka rozpasana,Niecąca żary i złe chucie —Bezczelnie i cynicznie brzuchem wprzód podana,Wyziewy siała i zepsucie.
Fala skwarów słonecznych ten gnój zalewała,Jakgdyby chciała go doprażyćI z lichwą wrócić hojnej Naturze, co dała,By ta znów jęła gospodarzyć;
Ku niebu się rozpinał ten kadłub wspaniały —Odmykał wnętrze, jak kwiat słońcu.— Z zatrutego kielicha wyziewy się lały,Żeś mdlenia bliska była wkońcu.
Much chmary się roiły nad tym gnojnym brzuchem,Skąd pełzły czarne bataljonyLarw — i gęstą patoką ciekły zgodnym ruchemPoprzez ten kadłub wpół stoczony.
Wszystko się opuszczało, to rosło jak falaI, iskrząc, w słońcu się roiło,Że cielsko ożywione zdawało się zdala —Jakby w swem łonie się mnożyło.
Ruchawy świat ten cały brzmiał dziwną muzyką,Niby szemrząca woda w grocie,Lub poszum ziarna, które z mierzoną rytmikąSiewca przesiewa w swem rzeszocie.
Kształty się zacierały, jak w sennem widzeniu,Jak zaznaczony rys niedbały,Co ma dopomóc kiedyś artysty wspomnieniu —Kształty, co miały byt nietrwały.
Z poza skał pozierała suka niespokojna,Nieufnie patrząc w naszą stronę,Zła, że się jej przerwała rzadka uczta hojna, —Specjały wietrząc porzucone.
— Jednak i ty się staniesz takim samym gnojem,Zarazą, zmysłów pokalaniem —Ty, coś gwiazdą mych oczu, jasnem słońcem mojem,Mem bóstwem — mojem pożądaniem!
Tak — taką i ty będziesz, królowo urody,Sakramentami opatrzona,Kwieciem wonnem pokryta: robactwu na godyLegniesz i gnicie — w dół spuszczona.
Wówczas, moja przepiękna, powiedz owej czerni,Całującej cię śmierci jadem,Że formę i treść boską w sercu chowam wiernieMiłości mej zżartej rozkładem!