Pochwała kłamstwa

Charles Baudelaire (1821–1867)

Traducido del francés por Bohdan Wydżga

Gdy widzę, jak przechodzisz z królewska niedbale,Kołysana w rytm dźwięków, co płyną po sali,Jakgdyby przez harmonji unoszona fale —A jednak wzrok znudzony błądzi w obcej dali;

Gdy patrzę na twe blade, w mgle skąpane czoło,Oblane promieniami jarzących kinkietów,Rozniecających nad niem otocz jasną wkoło —Zaś oczy ciągną do się, jak z starych portretów —

Mówię sobie: Jak piękna — osobliwie świeża —Wspomnieniami brzemienna, królewska ta wieża;Jej blask i serce, niby brzoskwinia ze skazą —Dojrzały, jak jej ciało uczoną ekstazą.

— Czy ty owoc jesienny o królewskim smaku?Czy ty urna żałobna, na łzy czekająca —Woń oazy gościnnej na pustynnym szlaku —Czy naręcz kwiatów, oczy i usta pieszcząca?...

Wiem, że są oczy, w których głębi dusza ginie,A nie kryją w swem wnętrzu świętej tajemnicy:Puzderka bez klejnotów, bez Boga świątynie —Jak Niebiosa, głąb których w bezdennej próżnicy!

Ale czy nie wystarcza, że jesteś pozoremKu ukojeniu serca, co od prawdy stroni?Może ty tępym jeno i bezmyślnym tworem...Masko czy złudo — cześć ci! Piękno na twej skroni.

„Wiem, że są oczy, w głębi których dusza ginie,A nie kryją w swem wnętrzu świętej tajemnicy;Puzderka bez klejnotów, bez Boga świątynie —Jak Niebiosa, głąb których w bezdennej próżnicy!”