Echa — całość
Pielę zagon, zagon czarny,Dzień całyI, nie mówiąc, gadam z ziarny,Co wstały,Aż zabłyśnie mi przed okiem,W sercu zabłyśnieCoś, jak tęcza nad obłokiemNienaumyślnie,Aż zaśpiewam: «Lasy, góry,Oj, weselcie się!»Aż zaśpiewam: «StrzałopióryOrzeł śnił mi się!»
Księgę mi podaj, tę, oprawna w skórę,Jeżeli widzieć możesz...
Widzę półkę —I książki, tylko trudno poznać, którę...U szyb czarniutką widzę też jaskółkę,Co przylatuje tu z czeremchą w dziobie...
Pójdź spać! Co zrobić miałeś, to sam zrobię.Ot, ewangelja dziś: «BłogosławieniCi, co są sercem czyści...» jak zbawieni,Już oglądają Boga...
Wół mi siwy,Wielmożny panie, upadł, wół poczciwy.Pracował, i do chaty zimnym węszył nosem,I dzieci go lubiły drażnić złotym kłosem —A upadł, a stąd bieda — a co będzie ze mną?
Mój bracie, ognia trzeba za krzesać, jak ciemno,Skałkami dwoma, albo krzemieniem i stalą,Żeby zapalić drzazgę. Jak się drzazgi palą.Pójść, szukać zguby... Jeśli widno na kominie,To igłę w izbie znajdziesz. Tak samo i w czynie:Przyjdziesz, pomówisz ze mną — zobaczym, co możem,Gadając, co jest, jak jest, powoli ułożeni;I wól się znajdzie, jeśli igłę znaleźć można...
Niech będzie pochwalony Bóg! Wy i wielmożnaPani, zdrowi bądźcie i sędziwi...Jak pan nieboszczyk, tylko więcej też szczęśliwi!
Moja złota, ty kochasz. Jeżeli... jeżeliKochasz i gwiazdę, która mię ze światem dzieli,Ze światem tym, którego ranić nieraz trzebaDla tamtych światów, powiedz, nachylisz mi niebaDo piersi, i za pokój dadzą ci anieliPokój, i żyć będziemy, i będziem się śmieliŁagodnie na tych cierniach, okwitniętych biało,Jakby, jakby już wszystko pozmartwychwstawało...
Ale, jeżeli — pomyśl! — jeżeli walczącyW przyłbicy zapuszczonej sam nie będzie tobiePowabnym towarzyszem, to mów... ile drżący,Tyle i mocny... Prawdę pisz, jakby na grobie,Bo wieczna!Nie wiem, co powiem, co zrobię.Nie wiem, ale spoglądam w niebo okiem całemI czystem i wiem, że cię kocham sercem całem...
Kiedym się lulał zato, że od niemowlęciaKochałem tę ojczyznę, i kiedy dla chlebaU ludów obcych w dumie poniżon orlęcia,Spotkałem cię, ty miałeś wszystko, coć potrzeba,Prócz czci dla przeczuć, nieraz opłacanych męką...!
Francuz i Niemiec ciebie chowali od młodu.Nie znałeś, skąd jest sztandar zasiany piosenką.Ni kościół skąd duchowy powstaje narodu!— Patrzyłem na cię gorzko, synu trzech kanclerzyI dwóch hetmanów, jakbym stał na mojej wieżyZ łucznikiem i poborcą — a tobie kobietyŚmiały się, u paryskiej szepcąc toalety...Patrzyłem na cię, milcząc i myśląc o Bogu.I widzę cię, że wstałeś... i stajesz na proguGodności wielu, czyny zacnemi zdobytych.Żyj długo, szczerzę-ć życzę! Módl się za zużytych...!1856.