John Brown (1934)

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Jak orły, w klatce zamknięte drucianéj,Siadują przez dzień, niewoli pamiętne,Lecz z świtem, oczy przetwierając smętne,Do lotu skrzydłem biją w twarde ściany,Aż, uderzywszy tak, co świt, o kraty,

Pierze im z ramion obite wiatr niesie,I każdy pierzom swym dziwuje się,Na skrzydłach krwawe oglądając łaty,I wraca głowę, ze skrońmi płaskiemi,Odpoznawając się w klatce, na ziemi —

Tak wy, szlachetni, różnego naroduWolności świtów zamknięci orłowie,Przed czasem zgaśli konspiratorowie,Młodzieńcy w grobach lub starcy zamłodu,Zdawałoby się, że, czasów zakonyWłasnemi łamiąc muskuły i nerwy,Co potem w dziejach, to czynicie pierwéjNa samych sobie, jak święty szalony,Wracając co wiek z oczyma błędnemiDo odpoznania się — w klatce — na ziemi!

Lecz oto właśnie tam, gdzie wolność samaCałą się stawa tradycją narodu,Nawskroś otwartą, z wschodu do zachodu —Gdzie dzieje nie są jak gmach, lecz jak brama —Właśnie że owdzie, w Ameryce młodéj,Starzec, wiekowi swoim równy wiekiem,Iż człowieczeństwem dzielił się z człowiekiem,Krętszy mającym włos, czarne jagody,Starzec szlachetny i Mojżesz murzynów,Głowę swą idzie nieść z głowami synów!

O, ten, a trumnie mu przygotowanéjSiadłszy, z więziennym gdy rozmawia sługą,Słuchajcie, ludy, bo ubiegnie długo,Nim się buntownik tak umiarkowanyNarodzi światu — nim wódz tak ogromny,I szubienicznik tak arcyszlachetny,Tak dzielny starzec, ojciec tak bezdzietny —Aż się narodzi taki bezpotomny,Że wasze wszystkie wystawy arcydziełNiewarte jego szubienicy i dzieł!

Wkrótce już sędzie sami sobie skłamią,By gwiazd dwanaście Ameryki zbladło;Sprawiedliwości przepęknie zwierciadło —Na czoło starca kapelusz załamią,Deskę usuną z pod stopy zdradzonéj —On rzeknie: «Amen» i nogi skinieniem,Jak jeździec konia swego ze strzemieniem,Odepchnie cały świat zezwierzęcony!I będzie plamą na słońcu czerwonem,I plamą będzie na oku strwożonem.

Ah, Waszyngtonów i Kościuszków cienie,Mężów, co z kończyn obcego naroduNiańczyć ci przyszli, Ameryko, zmłodu,By nie zwać cudzem cudze wyzwolenie,Czy, patrząc z szczytów, gdzie jest źródło wzroku,Cienie te zczasem nie zmylą się raczéjI wołającym o pomoc, w rozpaczy,Czarny pokażą sztandar na obłoku —A ludzie bladzi, stłumieni i cisi,Rzekną, iż w Brownie Ameryka wisi.