Quidam — IV

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

IV.

Pomiędzy świtem a nocy zniknięciem,Płomienne blaski różowe z mrokamiWalczą, jak cnota z świata tego księciem,Mdławe, lecz ufne choć wciąż je coś mami.Pomiędzy świtem a nocą jest chwila,Gdy choże łuny z czarnemi krepamiBłądzą, aż bystry promień je przesila.Ostatnia gwiazda wtedy w niebo tonie,A słońce rude swe wynosi skronie —I perjodyczna pamiątka stworzeniaWciąż od Pańskiego kreśli się skinienia. —Pod taką dobę do swojej gospodySyn Aleksandra z Epiru powraca.Wszedł i dwa palce przyłożył do brody:Drgnął, błędną ręką płaszcz na sobie maca;Co gęstsze zwoje, to otrząsnął lepiej —I wybiegł krokiem niepewnym jak ślepi.Niewiasta, za nim patrząc z korytarza,Etruskiej lampy knot podjęła igłą.I poruszyła oliwę zastygłą,Mrucząc «czy mieszek? drachmę? nie uważa!»Tak szepcąc, w ciemność kątów pozierałaI szła, i milkła, i znów coś szeptała.