Pieśń XII
Traducido por Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 Jako pod jarzmem woły chodzą w parze,Tak póki Mistrz mój pozwalał łaskawy,Jam szedł przy owej obciążonej marze.
4 Lecz gdy zawołał: »Rzuć go i bądź żwawy;Tu każdy musi i żaglem i wiosłem,O ile umie, popędzać swej nawy«,
7 Czoło do iścia gotowy podniosłem.Jeno, że teraz pokorniejszy w duchu,Do mej postawy myślą nie dorosłem.
10 Ruszyłem, zawsze skory do posłuchu;A ktoby spojrzał na nas w onej porze,Lekkość-by naszę zgadł po samym ruchu.
13 On rzekł: »W dół spojrzyj, byś obaczył łożeStóp swoich i ślad na ścieżce wyryty;To-ć do ulżenia drogi dopomoże«.
16 Jak wykwitają z grobowcowej płytyRzeźbione rysy pod przechodnia nogą,Pouczające kto w mogile skryty;
19 Stąd często oczy łez wstrzymać nie mogą,Gdy czułą duszę wspomnienie opęta,Które litośnych jeno jest ostrogą;
22 Takie u stóp mych kwitły ornamenta,Jeno cudniejsze, dzieło wszechuczonejDłoni, gdzie taras tworzy góra ścięta.
25 Widziałem tego, co był przeznaczonyNad wszystkie niebios twory jaśnieć chwałą,Jak padał z nieba, piorunem rażony.
28 Obok niebieską przewiercone strzałąCiężyło, góry zaległszy posadę,Bryjareusowe śmiercią skrzepłe ciało.
31 Widzę Tymbreja, Marsa i Palladę,Jak zbrojni, z ojcem swoim stojąc w parze,Mierzą oczyma pobitą gromadę.
34 U stóp swej wieży Nemrod się ukaże:Wzrok pomieszany zwraca ku drużynie,Co z nim grzeszyła pychą w Sennaarze.
37 I twój, bolesna Niobe, przez boginięSkarana w dzieciach, co je boga ciosyPobiły, obraz widzę na drożynie.
40 I Saula, jak padł na gelbojskie wrzosyPrzebity mieczem własnym boleściwieI już nie zaznał więcej dżdżu ni rosy.
43 Tobie, szalona Arachno się dziwię:Oto w pająka twa postać się łamieW źle uprzędzionem zasnuta przędziwie.
46 Już twój nie straszny widok, Roboamie,Jako na wozie swym grodzkiemi wrotyUciekasz, nim cię mściwe sięgnie ramię.
49 Ukazywały surowe roboty,Jak to Almeon czerwonymi sokiMatce wypłacał nieszczęsne błyskoty.
52 Ukazywały, jak lecą otrokiSennacheryba i wewnątrz świątniceZabiwszy, ojca porzucają zwłoki.
55 Ukazywały nędzę i krwawicę,Jaką Cyrusa darzyła TomiriMówiąc: Krwi pragniesz, niechże cię nasycę.
58 Ukazywały, jak pierzchły AssyryPo śmierci wodza swego, Holoferna,A trupów zaległ stos na ziemi szczyrej.
61 W prochu przedemną leżała mizernaTroja; o Ilion, w jak smutnej pokucieWyraziła cię ta sztuka misterna!
64 Któryż artysta w pędzlu albo dłucieTak oddał kształty i ruchy, że niemiPodziw się wrażał w patrzącego czucie?
67 Żyw zdał się żywym, a martwi martwymi;Nie widział lepiej, ktoby widział jawę,Niż ja, tam idąc z oczyma ku ziemi.
70 Puszcie się, stroszcie wyniosłą postawęSynowie Ewy! nie schylajcie czoła,Żeby obaczyć swe ścieżki nieprawe!...
73 Jużeśmy dalej obeszli do kołaGóry i torem słońca więcej znacznie,Niż zaprzątnięty duch ocenić zdoła,
76 Gdy On co naprzód wciąż pozierał bacznie,Powiada do mnie: »Nie pochylaj lica;W zadumę wpadać teraz nieopatrznie.
79 Spójrz, oto Anioł boży cię zaszczycaSwem nawiedzeniem; spójrz, oto ze strażyDnia ustępuje szósta służebnica.
82 Szacunek okaż i w gieście i w twarzy,By wiódł nas chętnie ku szczęsnym gromadom;Dzień drugi jak ten więcej się nie zdarzy«.
85 Już tak przywykłem mego Mistrza radomPopędzającym krok mój opieszały,Że go słuchałem, celów jego świadom.
88 Anioł szedł ku nam w szacie śnieżno-białej,Dorodny kształtem i twarzą, na którejZda się, jutrzenki rannej blaski drżały.
91 Rozłożył ręce, potem powiał pióry:»Tu schody«, wołał, ukazując w ścianieRysę; »tą drogą wstąpicie w głąb góry«.
94 — Nie wszystkich takie zachęca wezwanie.O człecze, na lot stworzony wysoki,Przecz cię z nóg ścina lekkie wiatru wianie? —
97 Wtem do pękniętej powiódł nas opoki;Podmuchem skrzydeł wionął mi u czoła,Poczem pozwolił wstępować bez zwłoki.
100 Jako na wzgórzu, siedzibie kościołaWzwyż grodu, mądre gdzie siedzą ministryNad mostem co się Rubakontem woła,
103 Po prawej stronie stok się gładzi bystrySzeregiem schodów kutych w onym czesie,Gdy pewne były szalki i registry;
106 Tak się łagodzi stromość, co w ociesieWtórego kręgu prawie w pion się kłoni,Choć w ciasnej szyi skał tyka, kto pnie się.
109 Ledwo że w górę wyruszymy po niej:»Błogosławiony jest duchem ubogi«,Głos jakiś dźwiękiem nadludzkim zadzwoni.
112 — O! ileż milszy wstęp na rajskie progi!Tu się wstępuje z pieśnią jak na gody,Gdy tam do piekieł śród jęków i trwogi. —
115 Tak my na święte spinali się schody,A jam się sobie zdał tak lekki, że mięChód nie utrudzał, jak w nizinach przódy.
118 »Jakie to«, pytam, »ze mnie spadło brzemię,Że znów me członki sobą lekko władnąI że bez trudu prawie depcę ziemię?«
121 On rzekł: »Gdy siedm P, które już bladną,Lecz zawsze świecą w swej hańbiącej cesze,Jako to pierwsze, do reszty przepadną,
124 Takie pragnienie w twych stopach się skrzesze,Że już nie tylko trudu nie uznają,Lecz dążyć będą do szczytu w uciesze«.
127 Więc szedłem jak ci, co w głowie dźwigająMyśl jakąś, a przyjść nie umieją do niej,Jeno coś z cudzych znaków przeczuwają.
130 Aż do pomocy zawezwawszy dłoni,Znajdą, w co trafić nie umieli zgołaI czego wzrok im domyślać się broni.
133 Palec prawicy ściągnąłem do czoła:Sześć tylko liter wymacałem z cechyWyrytej dłonią Klucznika Anioła...
136 Wódz poglądając, twarz stroił w uśmiechy.