Pieśń I

Dante Alighieri (1265–1321)

Traducido por Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  W życia wędrówce, na połowie czasuObrawszy błędne manowców koleje,Pośród ciemnego znalazłem się lasu.

4  O, jakże ciężko wysłowić tę knieję,Te puszcz pustynnych zaciernione dzicze!Kiedy przypomnę, dusza mi truchleje.

7  Gorzko, śmierć chyba większe zna gorycze;Lecz dla korzyści dobytych z przeprawy,Opowiem boru rzeczy tajemnicze.

10  Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,Bo mną owładła senność jakaś dużaW chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.

13  Gdym jednak przybył do góry podnóża,Którą zaparty owy wądół kona,Skąd się, jak rzekłem, taki strach wynurza,

16  Podniósłszy głowę, widzę, że ramionaGóry już swemi promieniami stroiGwiazda wodząca tuziemskie plemiona.

19  Więc się z widoku tego uspokoiPrzestrach w jeziorze serca rozkiełzanyPrzez noc bolesnej bezotuchy mojej.

22  A jak człek z morza na ląd ratowanyZ piersią dyszącą staje i zdalekaOczyma jeszcze bada groźne piany.

25  Tak było, duch mój, podczas gdy ucieka,Pogląda za się na przebytą drogę,Co nie przepuści żywego człowieka.

28  Więc gdy mdłe ciało odpoczynkiem wzmogę,Znów po bezludnych progach stopy nużę,Wciąż niżej mając wyprężoną nogę.

31  Wtem tam, gdzie ścieżka strzelała ku górze,Znienagła mi się zjawiła u stokuZwinna Pantera o plamistej skórze.

34  Ta z mej osoby nie spuszczała wzrokuI tak męczyła w mojem wstępowaniu,Że kilka razy chciałem wracać kroku.

37  Była to właśnie chwila na zaraniu:Wschodziło słońce z onym gwiazd orszakiem,Co z niem świeciły, gdy w pierwozadrganiu

40  Świata Pra-miłość wiecznym pchnęła szlakiemPrzepiękne twory; więc ta pora świeżaI wiosny blizkość były dla mnie znakiem,

43  Że przecież ujdę pstrokatego zwierza;Ale tuż trwogę poczułem niemałą,Gdy Lew przedemną wyrósł u pobrzeża.

46  Głowę podnosił i, jak mi się zdało,Szedł prosto na mnie, taki wściekły z głodu,Że przerażone powietrze truchlało.

49  Potem Wilczyca brzemienna od płoduŻądz wszelkich, mimo, że chuda i sucha,Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,

52  Swoim widokiem zgnębiła mi duchaI w takie wreszcie strąciła rozpacze,że dojścia szczytów zczezła mi otucha.

55  A jak z wygranej ucieszeni gracze,Kiedy przeciwny zasię wiatr powieje,Bledną i wszystka myśl się w nich rozpłacze,

58  Tak ja od zwierza porywczości mdlejęI odpychany cofam się ze skałyW stronę przepaści, gdzie słońce niemieje.

61  Już moje stopy w dół się obsuwały,Gdy przed oczyma kształt się zjawił mglisty,Jakby milczeniem długiem spowietrzały.

64  Gdym go obaczył w puszczy opoczystej:»Pożal się, proszę«, wołam do zjawienia,»Cień-li, czy człowiek jesteś rzeczywisty!«

67  »Nie człowiek, jednak z ludzkiego plemienia;Ojców Lombardów miałem«, rzekła mara,»Z mantowańskiego oboje nasienia.

70  Urodziłem się za Jula Cezara,A za Augusta cnego żyłem w Rzymie,Gdy panowała bogów kłamnych wiara.

73  Poetą byłem i w epicznym rymieUszłego z dumnej Ilionu ruinyAnchizowego-m syna głosił imię.

76  A ty, przecz wracasz w nieszczęsne doliny?Czemu nie spieszysz na górę, rodzicęWesela, gniazdo radosnej nowiny?«

79  Więc»Więc Wirgilego oglądam? Krynicę,Skąd płynie Słowa strumień tak obficie?«Odezwałem się, zasromawszy lice.

82  O»O, ty, poetów światło i zaszczycie!Niech mię zalecą miłość i uwaga,Com z nią na myśli twojej szedł wykrycie.

85  Ty jesteś Mistrz mój, ty moja Powaga:Przez cię jedynie styl mój nabył piętnaSztuki, skąd dzisiaj moja cześć się wzmaga.

88  Płoszy mię bestja, przejściu memu wstrętna:Dopomóż, mędrcze sławny! oto ginęZ trwogi i żywiej dygocą mi tętna«.

91  »Ścieżki potrzeba obrać tobie inne«,Rzekł, widząc oczu moich zapłakanie,»Jeżeli przebrnąć życzysz tę gęstwinę.

94  Bo owa bestja, co mię wołasz na nię,Nikomu drogą swoją przejść nie daje:Póty przeszkadza, aż w nim dech ustanie.

97  A tak złośliwe chowa obyczaje,Że zachłannością jej chciwość się mnożyI tem głodniejsza, im się bardziej naje.

100  Rozliczny jest zwierz, z którym cudzołożyI dotąd będzie, aż nadejdzie żwawyChart, co ją na śmierć w boleściach umorzy.

103  W glebie ni kruszcu nie poszuka strawy,Jedno w rozumie, cnocie i miłości;Ojczyzna jego: pośród Feltr dzierżawy.

106  Nędznej Italii on wybawi włości,Dla których Turnus, Kamila dziewica,Euryjal, Ninus położyli kości.

109  Odeń ścigana z grodu w gród wilczycaNapowrót w piekieł dostanie się władze,Skąd ją przysłała Zawiść zazdrośnica.

112  A ja tak dbale o twem dobru radzę,Ze-ć przewodnikiem będę; skróś tej góryPrzez wiekuiste miejsca przeprowadzę,

115  Kędy usłyszysz rozpaczliwe chóryBolesnej duchów starodawnych rzeszy,Co z wszystkiej piersi woła o skon wtóry.

118  Potem tych ujrzysz, których płomień cieszy,Rozradowując nadzieją niepłoną,Że się ich wniebowstąpienie przyspieszy.

121  A gdy zajść zechcesz aż tą jasną stroną,Godniejszej zdam cię, niźli moja, pieczyNa dalszą drogę, gdzie iść mi wzbroniono.

124  Bo owy Władca i Król wszystkich rzeczyZa me prawdziwej wiary nieuznanieWstępu do miasta swojego mi przeczy.

127  Wszędy rząd jego, lecz tam królowanie:Tam ma stolicę, tam wysokie trony;Szczęsny, w wyborze kto mu się ostanie«.

130  »Poeto«, rzekę, takiem zachęconySłowem, »przez Boga nieznanego tobie,Bym z tej i gorszej doli był zbawiony,

133  Tam, gdzie powiadasz, wiedź-że mię w tej dobie;Niechaj obaczę te piotrowe progiI tych, co mówisz, że jęczą w żałobie«.

136  Ruszył, — ja za nim w trop dźwignąłem nogi.