Pieśń XIII
Traducido por Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Jeszcze nie przebył krwawego potoku,Gdyśmy się w leśne dostali gęstwiny,Gdzie żadna ścieżka nie świtała oku.
4 Liść nie zielony tam, lecz jakiś siny;Gałąź nie gładka, lecz jakaś żylasta;Zamiast owoców, zatrute jeżyny.
7 Nie tak się plące i nie tak zarastaMiędzy Kornetem a Cecyną puszcza,Gdzie zwierz się chowa, wróg sioła i miasta.
10 Tu gniazda wije brzydkich harpij tłuszcza,Która Trojanom obmierziwszy żydła,Z czarną ich wróżbą na wędrówkę puszcza.
13 Ludzkie oblicza mają, duże skrzydła,Pierzaste brzuchy i szpony jastrzębie;Z dziwnych drzew jęczą dziwaczne straszydła.
16 Rzekł Mistrz mój dobry: »Zanim w lasu głębieWejdziesz, masz wiedzieć, że to krąg jest wtóryI będziesz w jego zostawał obrębie,
19 Aż na okropne natrafisz piachury;Teraz patrz pilnie, pomny, com powiadał,Rzeczy obaczysz niezwykłej natury«.
22 Po boru echem jęk ogromny biadał,Ale kto jęczeć mógł, nie wypatrzyłem,Więc stałem, a strach z głosów na mnie padał.
25 Sądziłem, że Mistrz sądził, że sądziłem,Jakoby głosy owe szły z gęstwinyOd duchów, które sobą wystraszyłem.
28 »Spróbuj«, powiada mi, urwać z krzewinyJednę gałązkę; kiedy się odłamie,Mniemania twoje obrót wezmą iny«.
31 Ja usłuchałem i ściągnąwszy ramię,Gałązkę z dużej ułamałem śliwy.»Czemu kaleczysz?« jęknął pień, a znamię
34 Ciemną czerwienią podbiegło krwi żywej.I znowu biadał: »Czemu rwiesz mi trzewa?O jakiż w tobie duch nielitościwy!
37 Byliśmy ludzie, dziś jesteśmy drzewa,Ale się z czulszą litością spotykaBodaj gadziny dusza.. Tak się gniewa
40 Widmo i nakształt żywego patyka,Gdy płonie z jednej, płacze z drugiej strony,A od przeciągu i skwirczy i syka,
43 Ów szczątek słów i łez wydawał tony;Zatem mi z ręki wypadła chabinaI stałem patrząc, jak człek przerażony.
46 »Duszo rozdarta!« Mistrz mówić zaczyna,»Gdyby on mógł był uwierzyć w te dziwy,Które ma stara powieść wypomina,
49 Nie byłby ściągnął ręki popędliwej;Źle mi radziło cudu podobieństwo,Żem go do próby popchnął niegodziwej.
52 Lecz powiedz, ktoś ty, aby za męczeństwoZadane, blasku przyczynił twej sławie,Gdy między ludzkie wróci społeczeństwo«.
55 Więc duch: »Tak słodko prosisz i łaskawie,Że nie lza milczeć; a niech nie zniechęcę,Jeśli was dłużej powieścią zabawię.
58 Jam jest, masz wiedzieć, ten, com trzymał w ręceObadwa klucze od serca Frydryka,W którem, bywało, tak pochlebnie kręcę,
61 Że już nade mnie nie zna powiernika.Ta moja w służbie przychylność i wiaraSen mi odbiera i grób mi odmyka.
64 Bo nierządnica, co od wrót cezaraNigdy wszetecznych oczu nie odwróci,Dworów zakała i zaguba stara,
67 Wszystkie przeciwko mnie zapala chuci,A gniew Augusta od nich tak rozpłonie,Że świetność moja w kiry się przerzuci.
70 Więc oburzenia smak poczuwszy w łonie,Ja prawy, krzywdę sobie zadawałem,Tusząc, że z śmiercią wzgardy się uchronię.
73 Lecz na tę korę, co dziś jest mem ciałem,Przysięgam: panu tak godnemu chlubyNigdy powinnej wiary nie złamałem.
76 Który z was obu na świat wróci luby,Pokrzep mą pamięć, co w bezcześć popadaZ zawiści wrogów żądnych mej zaguby«.
79 Wieszcz chwilę czekał, a potem powiada:»Nie zwlekaj; pytaj, póki czasu stanie,O czem twa dusza jeszcze wiedzieć rada«.
82 Na to ja rzekłem: »Sam go pytaj, panie,O to, co mniemasz, że mi wiedzieć płuży,Bo mnie już w piersiach dławi litowanie«.
85 A on: »Jak tuszę, że druh mój usłużyW tem, w czem go kolwiek twoja prośba wzywa,O cieniu, drzewnej powierzony stróży,
88 Tak racz nam wykryć, przez jakie przędziwaDuch wasz się wplata w te zaklęte sękiI czyli kiedy więzy swe rozrywa?«
91 Więc z pnia się nagle odezwały jęki,A szmerem westchnień ta się mowa wlekła:»Krótko wyłożę sposób naszej męki:
94 Gdy dusza nasza sama na się wściekłaPożegna ciało na pobyt jej dane,Minos ją zsyła do siódmego piekła.
97 Śród lasu, w miejsce wprzód niewyszukanePada przygodnie, jak ją wiatr ułowi;Padłszy, kiełkuje niby ziarnko lniane.
100 Wypuszcza pędy, drzewkiem się odnowi;Harpie liść jego szczypiąc, srogie katy,Ból jemu czynią, a okna bólowi.
103 Kiedyś po ziemskie nasze wrócim szaty,Ale ich na się żaden z nas nie wdzieje:Nie lza odzyskać własnowolnej straty.
106 Tu je przywleczem; pośród smętnej kniejeNasze cielesne zawisną łupiny,Każda na drzewie, gdzie duch jej gnuśnieje«.
109 Zamilkł, a podczas gdy jeszcze nowinyJakiej czekamy z ust dziwnego krzaku,Chrzęst nas uderzy idący z gęstwiny,
112 Jako myśliwca, gdy stojąc na szlaku,Tupot odyńca słyszy i ogaryI trzask gałęzi i hałas orszaku.
115 Wtem z lewej strony wybiegły dwie maryNagie i krwawe skórą obszarpaną:Biegnąc, łamały chrusty i konary.
118 »Przyjdź śmierci!« wołał przedni; za zdyszanąDuszą w te-ż tropy drugi próżno rąceWytężał nogi, wołając: »Hej, Lano!
121 Mniej prędko biegłeś po tieppijskiej łące!«Wtem tchu mu brakło; niechawszy zdobyczy,Przypadnie i z krzem w jeden kłąb się splące.
124 A las za nimi psiarnią zaskowyczy;Sfora suk czarnych w okropnym obcesieJakby na łowach puszczona ze smyczy,
127 Do ukrytego w krzaku ducha rwie się,Potem drugiego porwie na paszczękęI nędzne szmaty rozwłóczy po lesie.
130 Tedy przewodnik mój wziął mię za rękęI wiódł do krzewu, co daremnie biadaI krew z ran sączy za niesłuszną mękę.
133 »Jakóbie de Sant-Andrea!Sant-Andrea!« krzak gada,»Czemu się moją ratujesz przyczyną?Za grzech twój czemu na mnie kara spada?«
136 Więc przystanąwszy Wódz mój nad krzewiną,Spytał: »Kto jesteś, co-ć tyloma ustyKrew i westchnienia jedno z drugiem płyną?«
139 »Istoty, którym dziwnymi dopustyRzeź była wstrętna przed oczy stawiona,Co pniowi memu pozdzierała chrusty,
142 U stóp smutnego zgarnijcie je trzona:Jam dziecię grodu, który na BaptystęZamienił swego dawnego patrona,
145 Za co ów gniewy poprzysiągł wieczyste.I gdyby nie to, że zeń most na ArnoPo dziś dzień szczątki chowa, to ojczyste
148 Mury, co dłonią wznosili ofiarnąObywatele z Attyli pogromu,Pewnie stawiane byłyby na marno.
151 Wiedz, jam obwiesił się na własnym domu«.