Pieśń XX

Dante Alighieri (1265–1321)

Traducido por Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  O nowej kaźni rym ułożyć muszęW pierwszego śpiewu tej dwudziestej pieśni:Śpiewu, co głosi potępieńcze dusze.

4  Już byłem gotów zajrzeć w otchłań cieśni,Która zionęła usty okropnemiI którą łzami myli ci boleśni.

7  W okólnym rowie ujrzałem ich. NiemiSzli i płaczący, podobnymi chody,Jak tam procesje chodzą pośród ziemi.

10  A gdy tak śledzę cieniów korowody,Widzę u wszystkich szyje przekręconeW miejscu, gdzie kadłub odbiega od brody.

13  Twarz odwróciły od piersi i w stronęOczom przeciwną szły pomimo chęci,Mając z oczyma stopy powaśnione.

16  Może gdy kogo paraliż wykręci,To go zamienia w takiego kalekę;Ale nie sądzę, ani mam w pamięci.

19  Jeśli słuchaczu na tym, co tu rzekę,Bóg ci pozwoli uczyć się przykładzie,Pomyśl, czy mogłem suchą mieć powiekę,

22  Widząc człowieczą godność w tej szkaradzieTak upodloną, że woda co cieczeZ ócz, żłobem pleców spływała po zadzie!

25  To też płakałem, aż Mistrz do mnie rzecze,Com stał na głazu oparty ociosie:»I tobie żal ich, niemądry człowiecze?

28  Litość zatłumić tu litością zwie się,Bo i któż ciężej od zuchwalca grzeszy,Co z sądem przeciw sądom bożym rwie się?

31  Podnieś więc głowę; niech się wzrok nacieszyTym, co go grunt pod tebańskimi mury,Schłonął, aż poszedł krzyk od wrogów rzeszy:

34  Amfiarao! Do jakiej to dziuryUmykasz z placu?... A on leciał w wiecznyGrób, w Minosowe okropne pazury.

37  Patrz: gdzie miał piersi, ma pacierz napleczny;Że nazbyt chyżo przedtem w przyszłość godził,W tył patrzeć musi i krok niesie wsteczny.

40  Owdzie Tyrezjasz, co się to przerodziłW niewiastę, męża zesuwając postaćI wzrok członkami zmienionymi zwodził;

43  Gdy zaś poprzednich kształtów pragnął dostać,Tedy dwa węże uściskiem splecioneMusiał poprzednio chabiną ochłostać.

46  Na kłąb mu patrząc w naszą idzie stronęArons, któremu śród Lunejskiej góry,Gdzie Kararyjczyk w głąb zapuszcza bronę,

49  Pieczar mieszkaniec, śnieżyste marmuryDały siedzibę, skąd wolnym polataWzrokiem na morze, gwiazdy i lazury.

52  Owa, co kosę na piersi rozplata,Których nie widzisz, bo je kark zasłania,A zaś od piersi cała jest kosmata,

55  To Manto: ona syta wędrowaniaOsiadła niegdyś w gnieździe mej młodości;Słuchaj, co o niej gadają podania:

58  Kiedy jej rodzic w ziemi złożył kości,A gród Bachusa w cudzej legł obieży,Długo śród ziemskich wędrowała włości.

61  Jezioro w górnej Italiji leżyU stóp alpejskich, Benaco z nazwiska,Niemiec granica u tyrolskich leży.

64  Tysiącem źródeł na Apenin tryskaOd Kamoniki po Gardyjskie grodyNurt, co się dalej w to jezioro ciska.

67  W pośrodku, gdyby zeszli się z przygodyTrentu, Werony i Brescji pasterze,Mogliby swoje błogosławić trzody.

70  Gdzie brzeg się łukiem zgina, sterczą wieżePeskiery silnej, co pewną osłonąKraj przed Bergamem i przed Brescją strzeże.

73  Czego Benaku nie pomieści łono,To wodospadem się rzuca i płynieW strumień zebrane przez łąkę zieloną.

76  A ledwo głowę do biegu wychynie,Już nie Benaco, Mincio się nazywaAż po Governo, kędy w Padzie ginie.

79  Kęs mały zbiegłszy, na doliny spływaI tam się w moczar rozlane zamyka;Śmiercią zeń zionie para zaraźliwa.

82  Tędy przechodząc owa dziewka dzika,Spotkała wyspu jarowe ostępy,Nagie, nietknięte lemieszem rolnika.

85  Z dala od ludzi osiadłszy śród kępy,Ze służbą swoje święciła sabbatyI tam cielesne porzuciła strzępy.

88  Ludność, co w okół osiadła przed laty,Widząc siedzibę bagnem warowaną,Ściągając zewsząd, budowała chaty.

91  Na kościach zmarłej gród ufundowanoI już wróżbitów nie czekając zgody,Od pierwszej pani Mantową nazwano.

94  W liczbę wzrastała ludność bez przeszkody,Dopóki fałszem nie oszukał gładkimChytry Pinamont głupstwa Kassalody.

97  A to powiadam, bo gdyby przypadkiemInne mniemania tę powieść prześcigły,Moje świadectwo przeciwstanie świadkiem«.

100  »Mistrzu, twe słowa wątpliwość rozstrzygłyI tak się wiarą w ich prawdziwość poję,Że reszta mi jest jak węgiel wystygły.

103  Lecz spójrz na owe przechodzące roje:Jest-że gdzie godna pamięci pokuta?W to jedno godzą wszystkie myśli moje«.

106  Na to Mistrz: »Owy, co mu broda sutaNa ciemne barki puszcza kędzior kręty,Był wieszczkiem w Grecji, gdy z mężów wyzuta

109  Została bronna samemi chłopięty.On to z Kalchasem na wiatr wybłaganyPierwsze w Aulidzie z lin odciął okręty.

112  Za życia on był Eurypilem zwany;Śpiewałem niegdyś jego ziemskie trudy:Z Tragiedji mojej pewnie tobie znany.

115  Owy cień drugi, w biodrach taki chudy,Michała Szkota jest dusza wyklęta:Ten w czarodziejskie bawił się obłudy.

118  Tu Bonattiego, tam widzisz Asdenta,Co radby wrócił do dratwy i szydła,Lecz się za późno w piekle opamięta.

121  A tam wróżbitki, co od motowidła,Igły i szpulki poszły w czarowniceI z figur i z ziół czyniły mamidła.

124  Lecz chodźmy; już się chyli za granicęDwu pół-sfer Kain, co pęk cierni niesieI pod Sewilą w morzu topi lice.

127  Wczorajszej nocy księżyc w pełnym kresieWszedł: na blask jego pątnik się nie żali;Sam wiesz, coś wczoraj w ciemnym błądził lesie«.

130  Podczas gdy mówił do mnie, szliśmy dalej.