Pieśń XXVIII
Traducido por Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Kto zdoła nawet w niewiązanej mowieOpisać rany i szkarłatne strugi,Jakie w następnym ujrzałem parowie!
4 Choćbym powtarzać chciał i raz i drugi,Pojęcia myślom zabraknie, wyrazuTrafnego ustom braknie do posługi.
7 Gdyby zgromadzić wszystek lud odrazuZ Apulji szczęsnej, co krwi rubinoweSoki rzymskiemu dawał pić żelazu;
10 Lub co przypłacił życiem boje owe,Gdzie łup obfity pierścieni zebrano,Jak świadczą wierne księgi Liwiuszowe;
13 I hufy, co krew wylały rumianą,Że nie uznały Roberta Gwiskarda;I tych, których kość zbierasz w Ceperano,
16 Skąd na Apulji synów pada wzgarda;I z Tagliacozzo, skąd nabrała sławyBitwa bez boju starego Alarda.
19 Gdyby z nich każdy to kadłub dziurawy,To kikut zjawił, nie zrównałby snadnieSzkaradnym rzeziom dziewiątej dzierżawy.
22 Mniej pluszcze, kiedy klepka zeń wypadnie,Ceber, niż mara, co stała rozrytaNa skróś od brody aż po części zadnie.
25 Między nogami wisiały jelita,Widniały płuca z owym smutnym worem,Gdzie w kał się zmienia potrawa spożyta.
28 Gdym nań z litośnym poglądał uporem,Dłońmi roztargał łono duch wyklęty;»Patrz!« rzekł, »ręce mi własnym są toporem.
31 Oto ci widne Mahometa szczęty;Przedemną spojrzyj, płacząc idzie Ali,Od brody przez twarz po ciemię rozcięty.
34 Wszyscy co ze mną w ten loch się dostali,To siewcy schyzmy i zgorszenie świata;Tak połupani, że waśni wzniecali.
37 W tyle na drodze stoi djabla czata;Ona to duchy okropnym koncerzemSiecze, a my raz wraz pod ręce kata
40 Wracamy, ledwie krąg bolesny zbieżym;Coraz się blizna ran naszych zasklepia,On coraz ciosem ją otwiera świeżym.
43 Lecz ktoś ty, co tam z głazu czaisz ślepia?Może rozumiesz, że odwleczesz kary,Którą wyznanie win w tobie zaszczepia?«
46 »Żyw on, nie zbrodnia w te go wiedzie jaryI nie na krwawą mękę on przychodzi,Lecz by doświadczeń zaznał pełnej miary,
49 Mnie com zmarł, być mu przywódcą się godziPrzez wszystkie kręgów piekielnych podsienia;W to wierz, jak wierzysz, że cię wzrok nie zwodzi«.
52 Tak Mistrz... Sto duchów z pośród krwi strumieniaSpojrzało na mnie zatrzymując kroku;Mąk zapomniały z wielkiego zdumienia.
55 »Ty co wnet może na świat wyjdziesz z mroku,Pośpieszaj bratu Dolcino z przestrogą:Jeśli nie spragnion naszego widoku,
58 Niechże się w żywność opatrzy z załogą,Inaczej zaspy śniegowe NawarzeDo zbyt łatwego zwycięstwa pomogą«.
61 Z nogą wzniesioną ku iściu tak każeMahomet; skończył, sprostował kolanoI poszedł dalej w ciemne korytarze.
64 A w tem duch, co miał gardziel wielką raną,Nozdrza wydarte do samej nasadyI jednę muszlę ucha w szczęt wyrwaną,
67 W pośrodku stojąc zdumionej gromadyNa oścież dłońmi rozwarł gwałtownemiSzyję czerwoną od okropnej szpady.
70 »O ty, któregom już w łacińskiej ziemiOglądał, człecze, coś tu wszedł bez winy,Nie zwodzisz-li mię kształty kłamliwymi,
73 Przypomnij proszę, Piotra z Medycyny.Jeśli powrócisz w krainę kochaną,Która z Vercello w Markabu niziny
76 Chyli się, ostrzeż dwu najlepszych z Fano:Angiolella i pana Gwidona,Że ile przyszłość wywróżyć mi dano,
79 Pod Kattoliką tyran ich dokona;Z łodzi strąceni będą od wioślarzy,Mając na szyi kamienne brzemiona.
82 Nie widział Neptun zbrodni równie wrażejNa śródlądowem swem morzu szerokiemŚród Argolidów, ani śród korsarzy.
85 Zdrajca, co jednem tylko patrzy okiem,Pan ziemi, której ktoś z naszego gronaNie chciałby nigdy karmić się widokiem,
88 Zwabił ich w dom swój niby dla narady,A wraz uwolnił od ofiarowaniaOkupu wichrom fokarskiej posady«.
91 »Poucz mię, rzekłem, »ja dla dziękowaniaSprawię to, że świat o tobie usłyszy:Kto jest ów zbrodzień gorzkiego poznania?«
94 Więc do jednego w gronie towarzyszyWyciągnął rękę, usta rozwarł marzeI rzekł: »Ten ci jest, lecz dziś gada ciszej.
97 On to wahania przeważył w CezarzeZ Rzymu wygnany, mówiąc, że kto sprawyDojrzałej zwłóczy, los go klęską karze«.
100 Jakże wylękłe stało widmo, krwawyJęzyk i w gardle ukazując ranę:Curio, do rady niegdyś taki żwawy!
103 A jeden, co miał dłonie odrąbane,Prężył kikuty w czarności oparnej,Na twarz mu strugi lały się rumiane.
106 »Moskę przypomnij« wołał; »ja człek marny,Że każda sprawa ma kres, powiedziałem;Słowo w Toskanie złemi zeszłe ziarny«.
109 »I na twe plemię będące pujnałem!«Krzyknę; więc boleść piętrząc na boleści,Odszedł jak człowiek smutny, zdjęty szałem.
112 Jam został innych mąk przyjrzeć się treściI widzę straszną rzecz...; krom utwierdzeniaNie śmiałbym w mojej powtórzyć powieści.
115 Ale zachętę słyszę od sumienia,Dobrego druha, który w czesnej zbroiSam chodząc, śmiałość w człeku rozpłomienia.
118 Ujrzałem, dotąd na oczach mi stoi,Tułów bez głowy, cień niegdy człowiekaDepcący glebę, która krwią się gnoi.
121 Za kędzior głowę dzierżąc, ów kalekaRęką w powietrzu jak latarnię ważyI patrząc na nas: »Gorze mi!« narzeka.
124 Własnemu ciału oczy świecą z twarzyI jedno w dwojgu jest, a w jednem dwoje;Jak?... On wie, który te cuda kojarzy.
127 Więc duch pod mostu podszedłszy wykroje,Ramię wyciągnął, aby straszne słowaWyraźniej w uszy ugodziły moje.
130 »Patrz na bolesną karę!« rzekła głowa,»Ty co żyw chodzisz śród czerni nieżywejI pomyśl, jest-że która tak surowa?
133 Byś między ludzi o mnie poniósł dziwy,Wiedz: Bertran de Born jestem, królewicaJana gorszyciel i radca zdradliwy.
136 Jam jest, com z synem pokłócił rodzica;Sam Achitofel w sercu AbsalonaKu ojcu równej złości nie podsyca.
139 Że taka jedność była roztargnionaZ mej winy, własny mózg obnoszę w ręce,Którego korzeń wewnątrz tego trzona.
142 Słuszność odwetu widzisz w mojej męce«.