Pieśń XXX

Dante Alighieri (1265–1321)

Traducido por Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  W owym to czasie, gdy z winy SemeleNa krew tebańską rozżarta JunonaCo swoję pomstę w dzikiem zjawia dziele,

4  Na Atamancie tym razem dokonaGniewu, szał bowiem taki w nim roznieci,Że widząc z dwojgiem niemowląt u łona

7  Małżonkę, krzyknął: Zastawiajmy sieciNa szlaku, chwycim lwicę ze szczenięty!Poczem bezbożną ręką jedno z dzieci,

10  Synka Learcha chwycił i na szczęty,Ręką śmignąwszy strzaskał o granity,Ona zaś z drugiem skoczyła w odmęty.

13  A gdy fortuna poniżyła szczytyWielkości Trojan, na ogniową zgubęDawszy, a z państwem wraz król był zabity,

16  Na smutną, nędzną, niewolną Hekubę,Gdy Polikseny widziała zabicie,A na wybrzeżu Polydora lube

19  Spotkała zwłoki, co uszło z nich życie,Obłęd przystąpił tak zapamiętały,Że się jej z gardła psie ozwało wycie.

22  Lecz ni tebańskie, ni trojańskie szałyNie były takie dzikie i zajadłe,Zwierzęty władnąc, czy ludzkiemi ciały,

25  Jak tu dwa cienie nagie i wybladłe,Co gryząc, skalnym goniły wyrębem,Niby dwa wieprze z karmnika wypadłe.

28  Jeden skoczywszy, uczepił się zębemKarku Capocchia i przyciął go srodze,Zdusił i taszczył, aż grunt zamiótł kłębem.

31  Tu Aretyńczyk co stał w wielkiej trwodzeRzekł: »Upiór, który na nim pysk posoczyJest Gianni Schicchi: patrz, jak druha głodze«.

34  »Niechże na tobie zębów nie ubroczy«Powiadam; »jeślim odpowiedzi godny,Kto jest cień drugi, mów mi, nim uskoczy«.

37  »To duch prastary Mirrhy kazirodnej,Która mieć chciała w ojcu miłośnikaW miłości z prawem i cnotą niezgodnej.

40  Tak z nim popełnia grzech chytra podwika,Że sobie cudzej kształt postaci nada,Właśnie jak tamten, który już umyka.

43  Co, by dla siebie zdobyć panią stada,W Buosa Donati postać się przemieniI po swej woli testament układa«.

46  Skoro już pierzchli oba pobieszeni,Na których oczy me wieszałem smutnie,Do innych wzrokiem biegnę po przestrzeni.

49  Jeden duch kształtem przypominał lutnię,A raczej takim fantazji się zjawi,Gdy mu się w myśli obie nogi utnie...

52  Wodna puchlina, która miąsz w nim trawi,Stosunek członków znosi u nędznika,Potworny rozmiar lic i brzucha jawi.

55  Choroba wargi obie mu rozmyka,Górną wzdymając, obciągając dolną,Niby spieczone usta suchotnika.

58  »Wy, co wam w smętnym świecie chodzić wolnoNie pojmę czemu, krom katuszy wszelkiej,Pójdźcie i patrzcie na mękę mozolną

61  Mistrza Adama, co był taki wielkiZa życia, pełen bogactw, syt wygody,A dzisiaj, ot dżdżu pożąda kropelki!...

64  W zieleni stoków szeleszczące wodyOd Cassentyna które bieżą w ArnoDając wybrzeżom i pulchność i chłody,

67  Niepróżno dzisiaj na pamięć się garną;Od ich widzenia wysycha mi cera,Srożej je czując, niśli spiekę parną.

70  Oto jak twardej Sąd kary dobiera:Czyniąc narzędziem mąk scenę mej winy,Gorętsze jęki z gardła mi wydziera.

73  Jam to w Romenie fałszował floryny,W podłym metalu bił Chrzciciela godło,Za co na stosie poszedłem w perzyny.

76  Lecz by gdzie z duszą Gwidonową podłąCień Aleksandra spotkać i ich brata,Oddałbym całe Fontebrandy źródło.

79  Pierwszy podobno w piekle się kołata:To jedna mara zbieszona przerzekła;Cóż gdy mię niemoc wiąże i przygniata!...

82  Bogdaj mi w członki taka siła zciekła,Iżbym co sto lat uszedł bodaj piędzi,Jużbym się puścił szukać go śród piekła

85  W tłumie tej, którą wrzód i krosta swędziW krąg jedenastu mil zbitej gawiedzi,A pół od jednej do drugiej krawędzi.

88  Przez nich to duch mój pośród zgnilców siedzi:Oni skusili, abym bił czerwieńce,Co zawierały trzy karaty miedzi«.

91  »Kto są« spytałem, »ci dwaj potępieńce?Kurzą jak w zimie dłoń wyjęta z wodyI siedzą razem po twej prawej ręce«.

94  »Przedemną wpadli w piekielne zagrodyI odtąd żaden nie drgnął« rzekła mara,»Ani drgnie, aż w dzień ostatniej nagrody.

97  Owa — przewrotna żona Putyfara,Ów — Sinon, co się w Troję wkradł sromotnie;Gorączkę poci z nich cuchnąca para«.

100  Tu zgnilec, który słuchał nieochotnieŻe go wspomniano z takiem obrzydzeniem,W brzuch wypuczony mówcę pięścią grzmotnie.

103  Jak bęben zabrzmiał brzuch pod uderzeniem;Zato Mistrz Adam w gębę trzasnął ducha,Na odlew ciężkiem zwaliwszy ramieniem.

106  »Choć moje ciało zgnilizna bezrucha« «bezrucha«,Mówił, »ochocze na taką robotęJeszcze me ramię rozkazania słucha«.

109  A Sinon: »Mniejszą jawiłeś ochotęGdzieś widział, że stos dla cię układali,Niż gdyś z mosiądzu bił czerwone złote«.

112  A spuchlec: »Prawdę rzekłeś, co się chwali,Aleś podobno tak świadczyć nie spieszył,Gdy cię pod Troją o prawdę pytali«.

115  A na to Sinon: »Jeślim kłamstwem grzeszył,To raz; tyś każdym złym kłamał dukatem:Żaden czart nigdy tyle nie nabreszył«.

118  Znowu odpalił ów z brzuchem pękatym:»Konia przypomnij sobie kłamco wrażyI cierp, że się fałsz nie ukrył przed światem«.

121  »I ty cierp; niech cię ta gorączka praży«Rzekł Grek, »i trawi ta wodna puchlina,Co z twego brzucha płot zrobiła twarzy«.

124  A mincarz: »Gęba znów latać zaczynaI zjadliwością zwykłą mi dogryza;Jeśli ja puchnę, jeśli schnie mi ślina,

127  Ty wewnątrz goresz i pęka ci łyza;Długiej-by pewno nie trzeba namowy,Ażebyś cmoktał zwierciadło Narcyza!...«

130  Stałem zajęty zelżywemi słowy,Gdy Mistrz mój: »Patrz-że, patrz na głupie cienie!Jeszczem się z tobą powaśnić gotowy«.

133  Gdym z głosu poznał Mistrza rozdraźnienie,Oblicze moje wstydem się pokryło;Wspomniawszy, jeszcze dzisiaj się rumienię.

136  Jak ten, co marzy jakąś rzecz niemiłą,Śniąc życzy, aby to był sen nie jawaI pragnie, aby to co jest, nie było,

139  Tak ja, wzruszenie gdy mówić nie dawa,Chcący tłómaczyć się, nie zauważę,Iż się milczenie już wymówką stawa.

142  »Większa się wina mniejszą skruchą maże«Ozwał się Pan mój w łagodnym sposobie;»Niechże jej smutek tak ciężki nie karze.

145  Gdyby cię losów zmiana w której dobieMiędzy podobnych kłótników przywiodła,Pamiętaj czynić jakbym był przy tobie.

148  Słów obelżywych słuchać chęć jest podła«.