Pieśń V
Traducido por Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 »Jeśli ja w ogniu miłości jarzącaTak gaszę ziemski blask, iż władza wzrokuW nadmiarze moich żarów się zamąca,
4 Nie dziw, albowiem moc mego urokuBierze początek z pełni rozeznaniaPrawd jasnych, których używam widoku.
7 Widno mi, jak już tobie się odsłaniaWieczyste źródło, co gdy raz uświęciDuszę, wiecznie ją do miłości skłania.
10 Jeśli was kiedy inny powab nęci,To że skroś niego odbłysk nierozwianyPierwszego piękna tkwi w waszej pamięci.
13 Pytasz, czy można sposobem zamianyOkupić i ślub zastąpić jałowyTak aby duszę zbawić od nagany?«
16 Tem Beatrycze zaczęła śpiew nowyI jako człowiek co go prze natchnienie,Wiodła rozprawę świętą temi słowy:
19 »Największe dobro, którem Bóg stworzenieDarzy, litości Jego odpowiedneI które stawia sam w najwyższej cenie,
22 Jest wolność woli, którą samowiedneIstoty były i są na przestworzeObdarowane tylko one jedne.
25 Samo to już ci zrozumieć pomoże,Jak wielce waży ślub, gdzie do twej chęciPrzyłączyło się pozwolenie boże.
28 Człowiek umowę z Panem Bogiem święci,Ofiarę składa przed najwyższym tronem,Znak dobrej woli kładąc miast pieczęci.
31 W zamian, cóż można? I jest równie płonemChcieć dobrze użyć raz oddanej rzeczy,Jak dobrze czynić nabytkiem kradzionym.
34 Oto się błąd twój najważniejszy leczy:Ale bywało, Kościół ślub odwoła,A to powyższej prawdzie rzkomo przeczy.
37 Więc trzeba tobie jeszcze trwać u stoła,Bo karmi ciężkiej, którąś teraz spożył,Umysł twój strawić odrazu nie zdoła.
40 Trzeba byś słowom mym posłuch otworzyłI przejął w siebie, bo źle wiedzę chowaTen, który słyszał, a w rozum nie wdrożył.
43 — Dwie rzeczy w sobie zawiera osnowaOfiary, która ślubu nosi miano:Jedną jest przedmiot a drugą umowa.
46 Druga nie może nigdy być zmazaną,Lecz się wypełnić musi; o dekrecieOwym dokładnie wyżej powiedziano.
49 Żydom kazano w ustawnej objecieDziękczynić Bogu, lecz Stare przymierzeOfiar zastępczych dozwalało przecie.
52 Przedmiot zastępczy można w pewnej mierzePodstawić, jeśli tem się nie ukróciWartości ślubu danego w ofierze.
55 Lecz samowolnie jarzma nikt nie zrzuci:Czekać potrzeba, aż ręka kapłanaSrebrny i złoty klucz w zamku obróci.
58 Jeśli nie będzie ustosunkowanaWartość dwu danin jak cztery do sześci,Nieważna będzie wszelaka zamiana.
61 Więc gdy ślub tyle ceny w sobie mieści,Że każdy ciężar na szali przeważa,Nie lza zastąpić niczem jego treści.
64 Nie czyńcie ślubów płocho, jak się zdarza:Trwajcie w przysiędze, lecz nie bądźcie ślepiJak Jefte, gdy wiódł córkę do ołtarza.
67 Omyłkę wyznać było jemu lepiej,Niż być jak Greczyn u Aulidzkiej fali,Gdy na uczciwym ślubie głupstwo szczepi.
70 Stąd Ifigenia młodości się żaliI wszyscy się jej użalą urody,Co o szalonym obrzędzie czytali.
74 Bądźcie chrześćjanie ważniejszej przyrody,A nie jak wiotkie na wiatr każdy pierze:Was nie opłóczą ladajakie wody.
76 Toć macie stare i nowe Przymierze,Wodza, który wam prawo przypomina;To was wybawi i zguby ustrzeże.
79 Gdy się zła żądza w sercu waszem wszczynaNie zwierzę w sobie czujcie, lecz człowieka:Niech was nie potka pośmiech Żydowina.
82 Toć tylko jagnię poniechawszy mlekaMacierzy, głupie uskoczy w komysze,Gdzie się, igrając, nieszczęścia doczeka«.
85 Tak więc mówiła do mnie, jak tu piszę;Potem ku stronie jutrzenkowych świtańTęsknie zwrócona, podała się w ciszę.
88 Jej oniemienie, brzask nowych rozkwitańZ liców bijący nadziemską naturą,Zahamowały żądzę moich pytań.
91 Jak grot z cięciwy poderwawszy pióroW cel wpadł, nim jeszcze struna się ułoży,Tak myśmy w sferę wystrzelili wtórą.
94 W twarz mojej pani wpłynął taki hożyBlask, ledwie w sferę oną przeleciała,Że sam płaneta rozpogodniał w zorzy.
97 A jeśli taka gwiazda się zaśmiała,Jakże jam musiał rozpogodzić oczy,Zdolen odmiany i z duszy i z ciała! —
100 — Jako w sadzawce cichej i przeźroczejŚród potworzonych od żeru pierścieniTysiące rybek ściąga się i tłoczy,
103 Taką ujrzałem rzeszę jasnocieni;A głos dolatał z każdego zjawiska:»Oto, który w nas miłość rozpłomieni«.
106 W każdej jasności, gdym się przyjrzał z blizka,Tkwił cień; ja przedtem rzeczy nieświadomyPoznałem, że to z niego radość tryska.
109 Pomyśl, jakbyś sam wiedzieć był łakomy,Gdybym ja, co cię tą powieścią dziwię,Nie zaspokoił twej słusznej oskomy,
112 A zgadniesz łacno, czylim czekał chciwieZrozumieć duchów ten stan niepojęty,Gdym okiem spoczął na jarzącym dziwie.
115 »O ty, któremu mocą łaski świętejWiecznych tryumfów trony są odkryteNim — żołnierz — ziemskieś rzucił regimenty,
118 Blaskami, co w tem niebie rozpowite,My zapaleni; więc naszymi żaryPaś się, aż oczy twoje będą syte«.
121 Taki mi wionął głos od jasnej mary.A Beatrycze; „Powiedz, powiedz śmieleI daj tym boskim posłuch pełen wiary«.
124 »Widzę, jak postać twa w gnieździe się ścieleWłasnego światła, co-ć się z ócz dobywa:Snać niemi twoje wybłyska wesele.
127 Lecz niewiem, kto ty, duszo urodziwa,Czemu w tej gwiazdy mieszkasz kołowrocie,Co nam ją światłość słoneczna zakrywa«...
130 Tak się ozwałem przejasnej istocie,Co pierwsza do mnie obróciła słowa:Zabłysła, świadcząc wewnętrznej ochocie.
133 A jak na niebie żarkość południowa,Gdy łagodzącym niekryte oparemW białości własnej oczom słońce chowa,
136 Tak znikła, skryta radości nadmiaremŚwięta istota w jarzącej oponieI niewidoma poiła mię czarem
139 Słów, które w pieśni następnej wydzwonię.