Pieśń XII
Traducido por Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Zaledwie przerzekł swe ostatnie słowoBłogosławionej ognik aureoli,Święty krąg począł wirować na nowo.
4 Lecz zanim jeszcze pełną odbył kolej,Już się krąg drugi w pierwszą tęczę wplataI słowo z słowem, dźwięk z dźwiękiem zespoli.
7 Dźwięk, do którego w tych nadniebnych świataOrganach tak się mają ziemskie tony,Jak do pierwo-słońc ich ziemska poświata.
10 Taki jest właśnie, na rozkaz JunonyZ barw równoległych wity łuk dwutęcznyNa wiotką chmurę w powietrze rzucony.
13 Ze środkowego wystrzela zewnętrznyJak głos tej nimfy, co niby oparyW słońcu, zmarniała w miłości niewdzięcznej.
16 Weń poglądając ludzie są tej wiary,Że to znak boży pisany na chmurze,Jako nie spuści więcej równej kary.
19 Tak więc naokół nas wieczyste różeW girlandzie toczą swoje korowody,Zewnętrzna średniej wtórując w tym chórze.
22 Aż gdy te wielkie i radosne gody,Owe migoty i owa muzykaŚwiateł, lubości pełna i pogody
25 Za zgodną wolą, która w ruch przenikaZmilkły tak razem, jak obie połowyPowiek się razem zwiera i odmyka,
28 Znienacka łono jednej jaśni nowejSprawiło, pieśnią nagle się rozpększy,Żem się k’niej nakształt igły magnesowej
31 Zwrócił. Śpiewała: »Miłość co mię piększy,O drugim wodzu powiadać mi każe:Przez niego pierwszy w czci zajaśniał większej.
34 Słuszna by z jednym drugi chodził w parze,Bo jak walczyli pod sztandarem wspólnie,Niech się i sława ich razem pokaże.
37 Wojsko Chrystusa zebrane mozolniePo pierwszych klęskach, formowało cugiChwiejne, nieliczne, ciężko i powolnie.
40 Więc Władca wieczny opatrzył swe sługiI podparł słabe Kościoła obrońceWedług swej łaski, nie zaś ich zasługi.
43 I jak już rzekłem, posłał swej małżonceZ odsieczą tych dwu przedziwnych szermierzy,Aby skupili wojska błąkające.
46 W tej ziemi, kędy wstaje Zefir świeżyRozwijać zioła na poczęciu roku,Z których Europa ma ruń swej odzieży,
49 W pobliżu Oceanowego skokuZa którym słońce, zszedłszy w dal od progaLądów, z ostatnich ziem ginie widoku,
52 Błogosławiona leży CallarogaPod czułą strażą tej tarczy potężnej,Gdzie się na wieże lwia wspina załoga.
55 Tam się urodził ten nowozaciężnyMiłośnik wiary, ten zapaśnik święty.Dla swoich słodki, na wrogów orężny.
58 A w duszy taką mocą był zaklęty,Że matka ogniem proroczym owianaSny o nim śniła, ledwie był poczęty.
61 Gdy wziął ślub z Wiarą i tytułem wianaObojej stronie u świętej krynicePewność zbawienia była warowana,
64 Niewiasta co zań składa obietnicę,We śnie ogląda owoc ów dostałyCo miał wzróść z niego i przejść na dziedzice.
67 Aby w imieniu samem się streszczałyDuszy znamiona, Anioł go w swej zjawieKazał zwać »pańskim«, bo w Panu był cały.
70 Zwał się Dominik, a ja o nim prawięJak o rataju wezwanym od CHRYSTA,By mu pomagał w ogrodu uprawie.
73 I widno, że był pracownikiem CHRYSTA,Bo pierwszą miłość i pierwszą swą wolęZwrócił ku myśli zesłanej od Chrysta.
76 Nocą piastunka trafiała pacholęNa ziemi, pełne niemego skupienia,Jakby mówiło: Na tę-m skazan dolę.
79 Rodzicu jego »Szczęsny« bez wątpienia,O matko jego, w istocie »Joanno«,Jeżeli los wasz wykładać z imienia.
82 Nie żądzą ziemskiej mądrości nagannąWiedzion za głośnych kanonistów wzorem,Lecz by prawdziwą nasycić się manną
85 Rychło zasłynął przedziwnym doktoremI począł chodzić około winnicyPod złym hodowcą nawiedzanej morem.
88 Nie o to prosić szedł świętej stolicy,Która spełniała miłosierdzia cnotęGdy szafarzyli w niej lepsi skarbnicy, —
91 By pozwalała brać z sześci trzy złote,Albo zagarniać kościelne prebendy,Albo z dziesięciu obdzierać biedotę;
94 Lecz by posłała go karczować błędy,Ratować ziarno, skąd na naszej roliDwudziestu czterech drzew wyrosły pędy.
97 Potem jak strumień, nim się z gór wyzwoliZ swą apostolską misją czekał do pórKiedy się poczuł i w wiedzy i w woli.
100 Do heretyckich krzów przykłada topórA usilnością tam żywiej nastaje,Kędy zaciętszy napotyka opór.
103 Z niego rozliczne wytrysły ruczaje:Tak katolicka zagroda skrapianaDrzewka swe stroi w zawsze jasne maje.
106 Gdy tak ci kreślę jedno z kół rydwana,Z którego Kościół w domowej rozprawieBronił się i skąd gromił wrogów Pana,
109 To ci tem samem przed oczyma stawięCzem był ów drugi niebieski najmita,O którym Tomasz mówił tak łaskawie.
112 Lecz kolej przezeń w szczycie kół tych rytaPrzemieniła się na manowce kręte,A gdzie był winny osad, pleśń zakwita.
115 Rodzina jego porzuciwszy święteTropy już dzisiaj tak opacznie czyni,Że stawia palce gdzie on stawiał piętę.
118 Sama się lichej uprawy obwiniW dniu owym, gdy to zapłacze wydartyKąkol, że się go nie daje do skrzyni.
121 Prawda, że waszych ksiąg przejrzawszy kartyZnajdę takiego, którego pochwalę,Że dziś jest tyle co i dawniej warty.
124 Nie z Acquasparta jednak, nie z Casale,Bo tam spaczona reguły istota:Ten ją zaostrza, ów pełni niedbale.
127 Ja z Bagnareggio jestem: duch żywotaBonawentury, dostojnik w kościele;Przed ziemską wrzawą zamykałem wrota.
130 Z Illuminatem swoje szczęście dzielęI z Augustynem; to pierwsi w pokoręŻebraczą strojni Boga przyjaciele.
133 Hugo z San Victor i Piotr Mangiadore,Piotra Hiszpana duch cię tutaj wita:W dwunastu księgach jego słowo gore.
136 I Natan prorok i MetropolitaChryzostom, Anzelm, Donat blaski toczy,Z którego dzieł wam pierwsza wiedza świta.
139 Rabanus tu jest, a obok rwie oczyDuch Joachima, Kalabrji opata,Co mowę pełną miał mocy proroczej.
142 Wysławiać tylu paladynów świataOto żarliwa uprzejmość mię skłania,Oraz wymowność przeroztropna brata
145 Tomasza, a z nim ta święta kompania.