Pieśń XIII

Dante Alighieri (1265–1321)

Traducido por Edward Porębowicz

Boska komedja — Raj

1 Kto chce oglądać własnemi oczymaCom teraz ujrzał, niech w myśli posplataI jak kształt ryty w pamięci zatrzyma,

4 Te piętnaścioro gwiazd najżywszych świataTak gorejących, że śród mgławic mętuMrok się najgęstszy przed niemi odmiata.

7 Niech wyobrazi wóz, który zakrętuPełnego w jednej dokonywa dobieNie schodząc nigdy za skraj firmamentu.

10 Niech uście rogu wyobrazi sobieKtóre w pobliżu tego punktu płonieKędy tkwi biegun w lazurowym globie.

13 Niech je pomyśli w podwójnej koronieTak ułożone między gwiazd kurzawą,Jak się złożyły po Ariadny skonie.

16 Niechaj przedstawi sobie taką sprawąZeśrodkowane te niebios ozdoby,Że jedna w lewo, druga bieży w prawo, —

19 A ujrzy duszy oczyma jakobyW widmie obrazu te pląsy i tanyCo się toczyły wokół mej osoby.

22 Widok z ziemskimi tak nieporównany,Jak pierworuchu szalone wichuryZ powolnym chodem naszej swojskiej Chiany.

25 Tam nie Apollem, nie Bachem brzmią chóry:Sławi się Osób trzech przyrodę bożą,Sławi w Osobie jednej dwie natury.

28 A wtem się tańce i śpiewy ułożą:Duchy skłonione z kolistego szlakuKu nowej trosce myśl zwracają hożą.

31 Potem milczenie zgodnego orszakuPrzerwie ów płomień świętego ogniskaCo mi powiadał o bożym żebraku.

34 »Gdy jedna słoma sprzątniona z boiskaI do szpichlerza ziarno już zesute,Miłość mi drugi snop pod cepy ciska.

37 Myślisz tak: W łonie, skąd było wypruteŻebro na zaczyn owej gładkiej twarzyCeCo świat na taką przywiodła pokutę,

40 I w owem skłótem włócznią dzikiej straży,Które ściągając na się pomsty ramię,Przeszłą i przyszłą winę równoważy, —

43 W nich obu, to jest w Chryście i w AdamieTyle wmieściła wiedzy twórcza władza,Ile dopuszcza człowieczeństwa znamię.

46 Przeto też dziwno tobie, jak się zgadzaZ tą prawdą moje rzeczenie poprzednie,Że niema równia światło, które chadza

49 W piątym płomieniu. Utkwij wzrokiem w sednieMej myśli; tak z nią twoję wiarę złożę,Iż będą jako dwa koła spółśrednie:

52 To co umiera i co mrzeć nie możeJest jeno ziemskie idei odbicie,Którą kochaniem rodzi tchnienie boże.

55 Bo światłe Słowo, które bierze życieOd swej Prajaśni, a zawsze się jednaZ nią i z Miłością, złączone w trójbycie,

58 Promienie rzuca z dobroci bezednaNa dziewięciorga sfer wiry okolneUstawnie trwając jako istność jedna.

61 Potem zstępuje w tworzywa padolneStopień po stopniu, — aż na byty schodziKrótkotrwałego jeno życia zdolne.

64 Przez byty owe rozumieć się godziTe, co je wirem pierworuchu sferaZ nasienia albo i bez niego płodzi.

67 Lecz miazga bytów i moc co ją zbieraW kształt, są nierówne, toż z pod ich osnowyTyp idealny nierówno przeziera.

70 Stąd też pochodzi, że niejednakowyOwoc, gdzie drzewa gatunek jednakiI że są tępsze i bystrzejsze głowy.

73 Gdyby ta miazga była bez poszlakiI pełnia wpływów szła z niebiosów toni,W bytach by żadne nie istniały braki.

76 Ale natura dużo blasku roniTworząc swe dzieło, właśnie jak artysta,Który zna kunszt swój, lecz jest słabej dłoni.

79 Zato jeżeli Miłość płomienistaW dzieło jasnością pierwomocy tchnęła,To się w niem jawi doskonałość czysta.

82 Tak w owej glinie stworzonej do dzieła,W które spłynęły wszystkiej krasy zdroje;Tak w płodzie Panny, co z Ducha poczęła.

85 Słuszne jest zatem powiedzenie moje,Że nigdy dotąd nie było śród ziemiTak doskonałych tworów, jak ci dwoje.

88 Gdybym nic nie rzekł więcej, słuszna, że miZadasz pytanie, co znaczyło ono:»Iż niema równia między żyjącemi.

91 By ci nie taić prawdy pod zasłoną,Uważ kim on był i czego to w darzeŻądał, kiedy mu żądać dozwolono.

94 Mniemałem, że ci w mych słowach ukażę,Iż on był królem i mądrości życzyłOd Boga, by był władcą nad mocarze,

97 Nie zaś, by niebios ruchadła policzył,Lub dwu przesłanek co są sobie sprzeczne:Musu z przypadkiem następstwo wytyczył;

100 Zgadł, są-li dźwignie ruchu ostateczne,Wkreślił w półkole trójkąt, gdzieby wcięcieKąta prostego nie było konieczne.

103 Zebrawszy wszystko wiesz, żem w tym momencieMądrość królewską przez ową wspaniałąWiedzę rozumiał, godząc w twe pojęcie.

106 Jeśli się słowo »wzniósł się« pomieszało,Wiesz, że na celu miałem ukazanie,Iż królów wielu jest, lecz dobrych mało.

109 Z tem objaśnieniem przyjmij i patrz na nieI niech w pamięci twojej tak ostanąNasz pierwszy Rodzic i nasze Kochanie.

112 A miej u nogi kulę ołowianąI stąpaj zwolna jak człowiek znużony,Zanim osądzisz rzecz nieoglądaną.

115 Bo gorzej głupca będzie poniżony,Kto zbyt dorywczo rozstrzyga i sądzi,Nie odróżniwszy wprzódy lepszej strony.

118 Taki się zmiesza zwykle i pobłądzi:Nazbyt pochopnie bieży ku fałszowi,Przyczem uczucie już rozumem rządzi.

121 Kto swej nie znając sztuki, prawdę łowi,Próżno zarzuca na głębinach wędy,Bo wynik jego chęciom nie odpowie.

124 W takie to właśnie popadli obłędyParmenid, Melis, Brissos, inny taki,Którzy kwapili się, nie wiedząc kędy.

127 Sabeljusz, Arjusz i owe pismaki,Którzy dla Pisma byli jak te mieczeCzyniący z twarzy dorodnych — pokraki.

130 Nie bądź więc w sądach zbyt rączy, człowiecze,Ani nie szacuj zboża na rozłogu,Zanim się ziarno na słońcu wypiecze.

133 Widziałem nieraz wiosną badyl głogu,Który wyglądał suchy i chropawy,A potem kwieciem róż wdzięczył się Bogu.

136 A znów widziałem szkut piękny i żwawyJako po fali szedł w wielkiej paradzie,A potem tonął przy końcu wyprawy.

139 Niech więc nie sądzi lada kto w gromadzieMówiąc: ten darzy Kościół, ów okrada,Iż już do wnętrza zajrzał bożej radzie,

142 Gdyż ów się może podnieść, gdy ten pada.