Pieśń XXIV

Dante Alighieri (1265–1321)

Traducido por Edward Porębowicz

Boska komedja — Raj

1 »Bractwo wezwane na wielką wieczerzęBaranka, co tak waszych łaknień baczy,Iż wam wydziela wszystko w pełnej mierze;

4 Skoro za łaską bożą on się raczyTem, co się z chleba waszego odkruszyWcześniej, niż się mu z Opatrzności znaczy,

7 Niech was niezmierny głód jego poruszy:Otrzeźwijcie go rosą; wszak czerpiecieZ krynic, skąd trysła istność jego duszy«.

10 Tak Beatrycze. Wtem każdy w tym świecieUweselony duch stał się jak frygaI skrą błysł żywszą, podobny komecie.

13 Jak się rząd kółek zrzeszonych prześcigaW zegarze: małe zda się w miejscu stoi,Duże wiruje, że tylko się miga, —

16 Podobnie duchy niebieskiej ostoiObracały się to wolno, to żwawiej,Wedle wymiaru niebiańskości swojej.

19 Z wieńca co mi się najpiękniejszy jawiWytrysnął promień tak szczęsnej ekstazy,Że żaden wokół nie błyszczał jaskrawiej.

22 W krąg Beatryczę owionął trzy razy,A brzmiało z jego ust tak boskie pienie,Że nie opiszę żadnymi wyrazy.

25 Ominę piórem rzecz nad przyrodzenie;Nie głos, fantazję nawet zbyt mam ostrą,By odmalować gry wiotkie odcienie.

28 »O ty nabożna, czuła, święta siostro!Patrz, jak mię wabią za szczytne regionyProśby twe, gdy się przedemną rozpostrą«.

31 Tak przystanąwszy, wid błogosławionyW twarz Beatryczy z ognia błyskawicyTchnął i takimi odezwał się tony. —

34 A ona: »Wielki cieniu jasnolicyMęża, co klucze pańskie w swe władaniePrzyjął, zniesione z tej uciech stolicy;

37 Zadaj mu łatwe lub trudne pytanie:Dowiedz się, czy-li w wierze nie szwankuje,Z którą tyś stąpał przez morskie otchłanie.

40 Wprawdzie, wierzy-li, ufa-li, miłuje,Nie skryte tobie, gdyż wzrok twój dostawaTam, gdzie się obraz wszechrzeczy maluje;

43 Ale że wielu nabyło tu prawaObywatelstwa czcią dla wiary świętej,Przygodzi mu się o wierze rozprawa«.

46 Jako się szkolarz zbroi w argumentySłuchając mistrza słów, by jego wzoremSyllogizować na temat podjęty,

49 Tak śród tej mowy jam się czynił skorymZacząć dysputę i wystąpić godniePrzed tak dostojnym egzaminatorem.

52 »Chrześcijaninie, z przekonaniem zgodnieMów, co nazywasz wiarą?« — Wzniosłem liceI popatrzałem w mówiącą pochodnię.

55 Potem utkwiłem oczy w Beatryczę:Ona mi giestem dawała odpowiedź,Każąc bym otwarł swych myśli krynicę.

58 »Łaska« — zacząłem, »która mi tę spowiedźPozwala odbyć przed wodzem naczelnym,Niech też pomoże myśli me wysłowić:

61 Jako napisał piórem wierzytelnemBrat twój, co z tobą po ścieżynach prawaWodził lud rzymski i czynił go dzielnym,

64 Wiara jest rzeczy czekanych podstawa,Wiara — argument rzeczom niepojętym:Oto, czem mi się jej istotność wydawa«.

67 Głos na to: »Stąpasz po dobrze wytkniętymSzlaku, jeśli wiesz, dlaczego jest onaTutaj podstawą, a tam argumentem«.

70 Ja na to: »Rzeczy tajnia niezgłębiona,Którą mi dano oglądać w tej sferze,Przed wzrokiem moim tak jest utajona,

73 Że ich byt wszystek polega na wierze,W której nadzieja szczytna się zakłada,Przeto podstawy nazwę słusznie bierze.

76 A że z jedynej wiary nam wypadaSyllogizować bez innej podpory,Słusznie dowodu miano jej się nada«.

79 Głos na to: »Gdyby tak pewnymi toryPrawd dochodzono pośród ziemskiej włości,Nie byłyby tam potrzebne doktory«.

82 Te słowa tchnęły z płomiennej miłościI jeszcze: »Już się zbadało do znaku,Jakiej twój kruszec próby i ciężkości.

85 Lecz powiedz: Masz-li tę monetę w saku?«»Zaiste«, rzekłem, »lśniąca i toczona;Widzę jej stempel bez wady i braku«.

88 Potem zabrzmiało ze światłości łonaGorejącego: »Perła prawowita,Na której wszelka moc jest założona,

91 Skąd ci się bierze?« »Ta struga obfitaDucha świętego, która z każdej kartyStarych i nowych pergaminów świta,

94 Taki stanowi dowód nieprzepartyI tak niezbicie w mój umysł się wkowa,Że przy nim inny jest tępy i zdarty«.

97 Na to głos prawił: »Ta stara i nowaTradycja, która tak twą wiarę stali,Przecz ci w niej boże wydają się słowa?«

100 »Dowodem mi są te, cośmy czytaliCuda, dla których dłoń ziemskiej przyrodyNie grzała, ani nie kowała stali«.

103 Głos pytał znowu: »Gdzie widzisz dowody,Że cuda działy się? Czy nie w tem właśnie,Czego chcesz dowieść?« »Jeżeli narody«,

106 Rzekłem do ducha, co pytał tak jaśnie,»Nawróciły się bez cudów, toć przecieBył cud, przy którym wszelki cud zagaśnie.

109 Ty-żeś szedł biedny i głodny po świecie,Kiedyś siał ziarno dobrego rodzaju,Co wzrosło winem, a dziś w cierń się plecie«.

112 Gdym skończył mówić, cały dworzec RajuPieśnią Te Deum zabrzmiał przez obszaryNa nutę, jaka tam jest we zwyczaju.

115 A owy książę, co po drzewie wiaryWspierał z gałęzi na gałąź me loty,Widząc już blizkie ostatnie konary

118 Mówił: »Do myśli twej Łaska w zalotyIdąca, w onej o wierze rozprawieJuż pozwoliła ci dojść jej istoty.

121 Ja ci to w pełni uznaję i sławię.Teraz, w co wierzysz, powiedz mi w rozłąceI na której się opierasz podstawie?«

124 »O święty ojcze, o tchnienie widząceRzecz w którą wierzysz; coś u grobu PanaZwyciężył niegdyś stopy bardziej rące;

127 Chcesz, by słowami była ci podanaSuma prawd, które wyznaję skwapliwieI na czem wiara ma jest fundowana:

130 Wierzę w jednego Boga, który żywieWiecznie i wzrusza świat, sam niewzruszony,Budzący miłość, gdy tchnie miłościwie.

133 Ni przyrodzony, ni nadprzyrodzonyDowód zniewala me wierzące chęci,Ale ta prawda, którą był natchniony

136 Mojżesz, Psalmista i prorocy święciI Ewangielia; Ty, druhowie twoi,Pisarze, Ducha żarem owionięci.

139 Więc w Trójcę świętą wierzę, co się troi,Tak pozostając jedną w swoim składzie,Że jej »są« i »jest« zarówno przystoi.

142 Prawdę o Trójcy tej przepastnym ładzieNiby pieczęci niemylne odbicieNa myślach moich Ewangielia kładzie.

145 To źródło moje; iskra, co w rozświcieCoraz szerszymi ogniami się paliI jest mą gwiazdą na nieba zenicie«.

148 Jak pan, któremu miłą wieść przysłaliMiłego posła bierze w uściśnieniaI tę nowinę szczęsną sobie chwali,

151 Tak błogosławiąc, śród rajskiego pieniaTrzykroć mię ognia okręcił zawojemOw apostolski nosiciel płomienia:

154 Snać mu wlubiłem się mówieniem swojem.