Sonety — IV
Traducido del inglés por Zofia Reutt-Witkowska
Wzywają cię w komnaty jakieś pałacowe,Śpiewaku wdzięczny wzniosłych strof! oto tancerzeNiechają pląsów, oto chęć można ich zbierze,Aby się zasłuchali w warg twórczych wymowę.
Jakto, czyż dotkniesz klamki drzwi mych? w progi oweZbyt niskie wnijdziesz? czyś się zastanowił szczerzeI ścierpisz, by twe pieśni spłynęły w ofierzeZnienacka, w złotej pełni, w dom biedny — godowe?
Spójrz, sowa z nietoperzem wzięły to ode mniePodstrzesze; oknem pustem rwie się wichru falaŚwierszcz twej lutni podrzeźnia ćwierkaniem swem w ciemnie.
Cyt, nie budź więcej echa, które się użalaNad ruiną! we wnętrzu skrył się głos, tajemniePłaczący... że tak śpiewać musisz tu... sam, zdala.