Sonety — XXV
Traducido del inglés por Zofia Reutt-Witkowska
Serce ciężkie dźwigałam, Luby, czasu tyle,Z roku na rok, nim twoje ujrzałam oblicze.Szeregiem czarnym smutków po smutkach nie zliczę —Spadały miast radości, lekkich, które mile
Stroją, niby sznur pereł, — każdą w tańca chwilęRytm serca wznosi. Krótkie nadzieje zwodniczeW długą się rwały rozpacz, i Bożej słodyczeŁaski ledwie nad nędzę, na dni mych mogile
Dźwigały ciężkie ono serce. Aż w twe dłonieNa rozkaz twój włożone, w fal otchłań się strąca,W cichy ogrom istnienia twego! Bystro tonie,
Jakby mu było własnem głąb zmierzać do końca.Między losem a srebrem gwiazd na nieboskłonieZamknęła się ponad niem toń pośrednicząca.