Sonety — XXVI
Traducido del inglés por Zofia Reutt-Witkowska
Żyłam, biorąc sny własne swe za towarzysze,Zamiast mężów i niewiast, żyłam tak przed laty.Dobre z marzeń tych druhy, gdy nad dźwięk skrzydlatySennej pieśni, ton inny serca nie kołysze.
Ale wkrótce pył ziemski wtargnął w ich zacisze,Zbrukał purpurę sukien, zmilkły poematy.Jam słabła, ślepła, z dolin gdym ścigała światyNiknących oczu wizyj. Wtem ciebie posłyszę —
Szedłeś, byś był, czem być się zdały. Pieśni tony,Przepych, jaśń (wszystko takież, choć w lepsze się zmienia,Jak szum rzeki źródlanym czarem uświęcony)
W tobie się zjednoczyły, więc z piękna strumieniaPiję i już mi nie brak nic do pełni onej:Dar Boży najcudniejsze zawstydza marzenia.