U Zawratu (Faleński, 1913)

Felicjan Faleński (1825–1910)

W krąg granitowe stojąc olbrzymyMilczącą zgrają,Na barkach nagich, wśród wiecznej zimy,Niebo dźwigają.Po wodociągach z brył lodowiska,Dętych w arkady,W martwe się sople krusząc, przebłyskaWodospad blady.Aż się w kotlinie szklanemi szybyW śpiący staw zmieni —Mchy tam zakrzepłe udają nibyŻycie zieleni.

W tem dreszczu państwie śnieg mi na czołoPłonące pruszy...Dumam; prócz mnie, tu nigdzie wkołoŻyjącej duszy!

Orzeł się tylko na wichrach ważyW przestrzeni sinej,I cedr gdzieś w dole. Król, pośród strażyKosodrzewiny.Patrzę — u stóp mych w głębokiej dali,Między parowy,Gra sobie w słońca promiennej faliPłat szafirowy.

— Cedrze! Czy nieba strop się tam chyliZ gór zawieruchą? —A on mi na to: — Nie wiem. W tej chwiliDumałem głucho. —— Orle! czy wiosna zbiegła tam, czyliSnów rajskich gońce? —A on mi na to: — Nie wiem. W tej chwiliPatrzałem w słońce. —I dłużej, głos w te czczości groboweSłać — próżna praca!Echo mi tylko własną mą mowę,Grzmiąc, nazad zwraca.