Małgorzata (Vielé-Griffin, 1899)
Traducido del francés por Antoni Lange
O gdzie jest Małgorzata? o hej, o hej, o hej!O gdzie jest Małgorzata? o biada, rycerz jej!
Ona jest w swoim zamku, w kwiatach i grabinie— Szare jej oko w mgle dalekiej ginie —Dumki dziewicze roi wśród tęsknoty,Złotowłosa w jutrzni złotej.Ona jest w swoim zamku o lekkich wieżycach,O woniejących kwiatami ulicach,Gdzie ciężkiemi są chwile, co zdają się lekkie,Długie i ciężkie jak lata dalekie —Długie i tak błędnie przepędzone,Długie i tak męcząco wydzwonione.Ona jest w swoim zamku — w tym dębowym lesie,Co ku wyniosłym wieżom z wiosek pnie się,I nad którym ulata dreszcz ku wyżynie...— Dalekiej pieśni echo ku niej płynie,W której radosne jakieś rozpaczeRozrzewnionem sercem płacze,Jakiś śpiewak zatęskniony,Jakiś śpiewak uwieńczony.„Czy wiesz, że jest godzina, gdy nic nie odczuwaJuż duch — oczekiwaniem zbyt długiem znużony?
Czy już na ciebie przyszło to, że się zasnuwaTwa żądza w cień, co milknie niemy, rozrzewiony?
O gdzie jest Małgorzata? o hej, o hej, o hej!O gdzie jest Małgorzata? o biada, rycerz jej!
Ona jest w swym ogrodzie pod śnieżną jabłonią,Marzenia jej leciuchny zefir kwietnia gonią —Marzenia, w których Miłość kroczy z swym orszakiemI słońce promienieje nad zieleni szlakiem.Ona jest w swym ogrodzie, pełna niepokojuOd lubczyków, co płoną w kwietniowym rozwoju...— W zieleni, z dreszczem jakaś piosnka śpiewa,A szczęście jej różanym śmiechem się rozlewa.Ona jest w swym ogrodzie, w rojnym swym ogrodzie,Co brzęczy, szemrze, szumi, śpiewa jak czarodziej!Róż weselem zapłoniona,Pieśnią życia upojona,Na pół strwożona wróżbami stokrotki,Ale wierząca w ten dźwięk słodki,Co mówi: Kocham ciebie!...I świece zapala — i Veni Creator wydzwania!Śmieje się sama do siebie —I pogląda na drogę, i ręką się zasłania!
O gdzie jest Małgorzata? o hej, o hej, o hej!O gdzie jest Małgorzata? o biada, rycerz jej!
Ona jest w swym klasztorze, modli się i wzdycha —Godzina za godziną płynie, płynie z cicha —Ona jest w swym klasztorze, modli się i wzdycha.Ona się modli w półświetle gromnicy,
Marzy o oblubieńcu nadziemskiej stolicy,O Chrystusie, co wejrzy ku swej żałobnicy.Ona jest w swojej celi, modli się i wzdycha —I przed wybranym bogiem na klęczki się zniża,Kwieciem, co środ jej duszy zakwitło kielicha,Zasypując drogę krzyża.Jak morski ptak polotem rozpostartych skrzydeł,Dusza jej się unosi na wichrze organów —I płynie we mgle kadzidełZnużona — i oddana Panu panów —Całą duszą rozkochaną,Duszą swoją obłąkaną.Dusza jej się unosi na wichrze organów,Śród fal cudownych wiary upojeniaA monstrancya opromieniaGłowy kapłanów,Żałobną szatą czarnych — i promiennych złotem...— I duch jej cały drży — porwany kołowrotem.
Przeciw sobie zbuntował się duch dziewiczy,Umarła... Już ją zakon schłonął tajemniczy.
O gdzie jest Małgorzata?
Ona jest w swoim zamku, gdzie ją troska gniecie,Ona jest w swojej wiosce, spokojna jak dziecię,Ona jest w swoim grobie, siejmy na nim kwiecie!