Kosyniery (Kowalski, 1831)

Franciszek Kowalski (1799–1862)

Wój tatulu co to znacy,Co to idą za chłopacy,Niosą kije wytocone,I zelazem nasadzone,I spicaste,I końcaste,I świécące,I błyscące,Wsędzie wraz po ctery?

„Wzdyć to nie są pasibzuchy,To są Maćku wielkie zuchy,Idą żywo choć piechotą,I nie z musu, a z ochotą,

Idą śmialiNa Muskali,Niosą kosyNa ich nosy,Wzdyć to kosyniery.”

Cóz im Muskal wzdyć ucynił,Co im zbroił, co zawinił,Za co niosą, na nich kosy,Za co mają ciąć im nosy?Bo gdzie kosa,Tam dzą łytki,A bez nosaCłowiek bzydki,Powiédzta mój tatu.

„Bo ty niewies co Muskale,Co te Miemcy, te drągale,Do Ojcyzny naséj wpadli,Zrabowali i okradli,

WyrabialiBreweryje,I deptaliNase syje,Na zgorzenie swiatu.“

Waj la Boga co ja słyse,Lećwa skrócić te urwise,Niech ich wiecna spotka zguba,Chodźwa frycom natseć cuba,Chodźwa bijwa,Łotrów tnijwa,Siecwa nosy,Na bigosy,Spieswa na wojenkę.

Kosyniery zapaleniJuz Muskali nieraz cieni,Zabierali im harmaty,Bo to kuzden zuchowaty.

Niech wzdyć sobieWspomną fryceRacławice,Kościelnice,Końskie i Dubienkę,

Waj dziś jene te złodziejeMają chętkę i nadzieięNam po karkach jeździć dumnie,I panować nierozumnie,Sumić, hukać,Burcyć, fukać,Hałasować,Kraść, plondrować,A to głowy puste!

Niema Pana Tadeusa,Pan Skrzynecki tęga dusaNas powiedzie na MoskaliBy oddali co zabrali,

Bo inacyMy junacyJak wpadniewa,Prec potniewaWsystkich na kapustę.