Ojciec (Coppée, tł. Zagórski, Antologia poetów obcych)
Traducido del francés por Włodzimierz Zagórski
Co dzień po szynkach wyprawiał hulankę,Wracał pijany i bił swą kochankę!Losów ich stuła nie związała księdza:Skuły je razem — rozpusta i nędza.I strach pomyślić: dzieliła z nim łoże,Tylko z obawy, by nie spać na dworze!
Wściekła, rozżarta, tak jak kundys dziada,Tak ona gacha, bywało, opada —Gdy wracał do dom... W tedy bezlitośnieKatował człek ów tę dziewkę, i sprośnieKipiała izba ich bójką i swarem,I byli nocnym sąsiadów zegarem.A potem zgiełk ten, w straszną tonął ciszę:Rzekłbyś, że słychać jak tam zbrodnia dysze.
Aż dnia pewnego, w onem gnieździe zgrozy,Hańby i nędzy, gdy grudniowe mrozySrożej ścisnęły ich doli kajdany,Zrodził się syn im — gość niepożądany!Skroń pocałunkiem cierpkim powitana,Ach! a tak jasna i niepokalana!
Mężczyzna wrócił znów do domu spity;Lecz zatrzymawszy się w progu jak wryty,Szklannym się okiem zapatrzył w tę, któraKolebkę dziecka huśtała ponura,Jakieś żałośne śpiewając piosenki: —I na tę matkę już nie podniósł ręki!
W tedy ta jędza widząc że on stoiU drzwi pokorny, jak ten co się boiI chce coś począć a niby się waha:Wzrok pełen jadu zwróciwszy na gacha,I z ust zsiniałych gniewne miotąc słowa:— No, wrzaśnie — tatko! bijże, jam gotowa!I czego czekasz? Czy ciebie kto trzyma?Czy chleb potaniał? Czy mniej srogą zima?Czyżem mniej głodna, z ziębniętazziębnięta i chora?A ty mniej spity, dziś może, jak wczora?
Pijak nieczuły tak jak drewna kawał,Obelg tych nawet słyszyć się nie zdawał,
I wzrok wlepiwszy w kolebkę dziecięcia,Wzrok czuły, głupią czułością bydlęcia:A potem zwolna zwróciwszy się do niéj,Trwożliwy prawie, jak ten co się broni,Kiedy mu ciężkie zarzucają winy:— „Cyt! szepnie, nie chcę obudzić dzieciny!“