Do Aristiusa Fuskusa

Horace (65–8 a. C.)

Traducido del latín por Henryk Sienkiewicz

Fusku, człek z czystem sumieniem, jak dziecię,Może bez broni wędrować po świecie;Nigdy mu bowiem w drodze się nie przydaNi ostra włócznia dzikiego Numida,Ani zatrutych strzał pełne kołczany.

Fusku, poczciwy człek, lub zakochany,Choćby przez Syrtów wędrował odmiały,Czy przez Kolchidy grzbiet, śniegami biały,Czy nad Hydaspem, gdzie w skwarnym upaleLeniwe płyną ociężałe fale,Wszędy bezpieczny. — Wieść niepróżno niesie,Że gdy raz błąkam się w sabińskim lesieI, rozśpiewany na cześć mej dziewczyny,Brnę coraz dalej w nieznane gęstwiny,Nagle wychyla się wilk z matecznikaI na mój widok, jak zmyty, pomyka.

Więc chociaż straszny był, jak te potwory,Których siedliskiem są apulskie bory,Lub jako bestja jaka w kraju Juby,Jednak — bezbronny - uniknąłem zguby.

Rzuć mnie w step śnieżny, gdzie z drzew nie dolataCieplejsze tchnienie wiosny, ani lataI gdzie mgła wieczna wisi nad równiną, —Rzuć mnie w pustynię, gdzie od żaru ginąLudzie wśród spiekłych skalistych bezdroży, —Gdziekolwiek każe mi iść wyrok boży,Czy nieba będą sroższe, czy łaskawsze,Ja mą szczebiotkę będę kochał zawsze,Moją szczebiotkę o różanej twarzy,Co słodko śmieje się i słodko gwarzy.„Tygodnik Ilustrowany“, r. 1914, nr. 15.