Epoda I (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)
Traducido del latín por Lucjan Siemieński
Na Liburynkach lekkich chęć cię bierzePrzeciw okrętom, wyniosłym jak wieże,Robić z Cezarem wojenną wyprawęI z nim podzielać sławę lub niesławę.Mnie zaś, któremu słodkie tylko z tobąŻycie; bez ciebie staje się żałobą —Na miłe wczasy wola twa wskazuje,Gdyż li przy tobie przyjemność ich czuję!Jażbym to nie zniósł trudów jak przystoiNa męża, co się niczego nie boi?Zniosę i mężnie: przez alpejskie szczytyNawet przez Kaukaz przejdę nieużyty,
I do dalekiej zachodniej zatokiPójdę za tobą wciąż równemi kroki.Pytasz: pożytek, pomoc będzie jakaOd tak wątłego jak ja nieboraka?Lecz w twem pobliżu zmniejszy się i trwogaDla rozłączonych zawsze taka sroga.Podobnie ptaszka póki jest z pisklętyMniej się już lęka o węże — natręty,Niż gdy od gniazdka daleko odleci —Choć wie, że słaba nie obroni dzieci.Chętniebym z tobą szedł w ten bój, jak w inny;Za dobrodziejstwa tylem ci powinny.Nie, żeby więcej par przybyło wołkówDo moich pługów i więcej pachołków;Nie, żeby trzody, nim przyjdą upałyZamiast w Kalabrach, w Lukach się pasały;Nie, żebym willą o jasnych marmurach,Błyszczał w cyrcejskich Tuskulanu murach —Dość, i zawiele mam już z twej szczodroty;Cóżby mi więcej dał, nawet skarb złoty?Chyba, jak Chremes w ziemiębym go wkopał,Lub jak utracyusz, przejadł i przeżłopał.