Oda I, 7 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)
Traducido del latín por Lucjan Siemieński
Chwal Mitylenę, Efez, Rodus sławny,Chwal sobie Korynt w dwa morza oprawny;Teby, gdzie Bachus; Delfy, gdzie ApollinCześć ma, i Tempe najpiękniejszą z dolin.Inny niech grodziec Pallady dziewiczejGotowym hymnem nieustannie ćwiczy,I wieńczy sobie głowę jednośpiéwnąNajpospolitszą gałązką oliwną.Ten znów niech śpiewa hołd niosąc Junonie,Skarby mikeńskie i argejskie konie.Lecz ni Laryssy żyzna okolica,Ni twarda Sparta tak mię nie zachwycaJak ten rozkoszny gaiczek w Tyburze,Jak Albunei jaskińka na górzeDudniąca szumem Aniowej kaskady,Lub te wilżone strumykami sady.Nie zawsze notus napędza nam słotę;Nieraz z chmur niebo umiecie, i złoteSłonko pokaże; — tak i ty mój PlankuKłopoty życia utop w winnym dzbanku
Czyś gdzie w obozie, czy w Tyburskim gaju,Zawsze dobrego pilnuj się zwyczaju.Wszak Teukr ojcowskim wypchnięty wyrokiemZe Salaminy, skroń swą winnym sokiemSpoconą, oplótł gałązką topoliI rzekł do smętnych druhów swej niedoli:»Gdziekolwiek losy od ojca łaskawszeRzucą nas, pójdziem razem, razem zawsze.O towarzysze! Rozpacz nas nie złamie,Teukr z wami, Teukra zasłania was ramię.Niemylny przecież Apollo mi wróży:Drugą Salamis znajdę w tej podróży!Więc dalej bracia! Nieraz my przebyliI gorsze biedy; teraz będziem piliNa ten frasunek! Jutro, skoro zorzeZnów na bezbrzeżne wypłyniemy morze«.