Oda II, 7 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Horace (65–8 a. C.)

Traducido del latín por Lucjan Siemieński

Pomnisz, jak śmierci w oczy my patrzaliZ blizka, gdy Brutus hetmanił szeregom —Któż ci kwiryctwo wrócił, kto z oddaliWrócił penatom i italskim brzegom?

Pompeju! my dwaj najstarsi druhowie,Z tobą mi chwile biegły nie leniwoNiegdyś przy pełnym, z różami na głowieMalobatrową łyszczącej oliwą.

My pod Filippi walczyliśmy razem,Gdzie tak sromotnie zgubiłem w popłochuTarczę, gdy męstwo naszych pod żelazemPadło, w skrwawionym tarzając się prochu.

Lecz mię drżącego pośród nieprzyjaciółWyrwał Merkury i przechował w chmurze;A tyś do mordów, bracie, tak się zaciął,Żeś z portu wypadł w nowe lecąc burze.

Złóż-że więc Bogu dziękczynne obiaty,I wypoczywaj bojem zmordowanyTu, gdzie cień daje ten laur rosochaty,I gdzie czekają na cię pełne dzbany.

Massyk gubiący troski lej do szklanki,A z konch głębokich czerp maści i wonie.Hej żywo! kto nam posplata tam wiankiŚwieże z opichu i mirtu na skronie?

Kogo nam Wenus da królem biesiady?Mniejsza, — lecz dzisiaj pohulam jak Traki —O bo już sobie nie mogę dać radyKiedy mi do dom zawitał gość taki!