I było ciemno
I było ciemno, tak ciemno dokoła!Lampa się tylko w kościele paliła,A dusza jakby w objęciu aniołaZ goryczy życia rzewną słodycz piła.
I cisza zewnątrz i wewnątrz tak błoga!Byłem szczęśliwy, jak gdyby w zachwycie,I czułem bliskość, bliskość mego BogaI czułem nowe w sercu mojem życie.
Jako pod wieczór błękit się rozchmurzaI szum wzburzonej ucisza się fali,Tak się i w duszy uciszyła burza,Jakby głos jaki przemawiał z oddali.
I głos zbawienia jak z krzyża, jak z nieba,W sen zakołysał wszystkie niepokoje,I głos tak silny, jakiego potrzeba,Aby wypłoszyć brudnych myśli roje.
Te, co świat zadał, Bóg rany zagoił,Zwątlone siły Swą łaską pokrzepił,
I w serce, które świat kłamstwem rozstroił,Nowego życia nowy zaród wszczepił.
I jeszczem klęczał i jakby zasłonaDziwacznych widzeń z ócz moich spadała.Co Syn rozpoczął, to Matka dokona,Bo nie napróżno Matką nam została.
I w Jej obrazie tonęły me oczy,Ogień miłości zimną pierś rozgrzewał,Z obrazu spływał jakiś blask uroczy,Co pokój święty w moję duszę wlewał.
I jeszczem klęczał na twardym kamieniu,Świętą koronkę trzymały me ręce,I w słodkiem ducha mego rozrzewnieniuO Matki, Syna rozmyślałem męce.
Widziałem Ciebie pod krzyżem stojącą,Tak jakoś niegdyś na Golgocie stała;Widziałem Matkę srodze bolejącą,Jako gdy niegdyś na Syna patrzała.
Dusza ostremi przebita mieczami,Serce łez krwawych zalane goryczą.O Matko, nie gardź dziś mojemi łzami,Matko, Twe miecze niech mi przewodniczą.
Powiedz mi tylko; na Twoje żądaniePójdę, gdzie każesz, uczynię, co zdołam;A kiedy siła w tej pracy ustanie,Wspomnę na Ciebie, w pomoc Cię zawołam.
W Tobie mą ufność, nadzieję pokładamI tej ufności będę owoc zbierać.Tobie więc kornie mą prośbę przekładam;Mów, ja dla Ciebie chcę żyć i umierać.