Epitaphium — całość
Poezye
Długie czarne warkocze, więzione w twej dłoni,W złocie jaskrów zerwanych u leśnej krynicy —Roje białych motyli, sznur kwietnych jabłoni,Pierwszy urok upojny dziewiczej świetlicy.
Do twych kolan się dusza rozmodlona kłoni,Śpiewając ci pokorny hymn oblubienicy,Ów z łez-pereł spleciony i kwiatowych woniNieśmiertelny różaniec miłosnej tęsknicy.
Długie czarne warkocze, a na nich twe dłonie...Czasem czuję je jeszcze i brzemię lat znika,I przeszłość się jak muszla perłowa odmyka,
By wspomnień nagie ciernie białym stroić kwiatem,I oddycham znów róży purpurą i latem,I widzę złote jaskry i białe jabłonie.
Ze spichrza twojej duszy wziąłeś dziwne ziarna,Aby posiać w mej duszy ugory jałowe,I popatrz, jak się pleni ta siejba ofiarna,Jak bujnie młode pędy krzewią się cierniowe.
Białe kwiaty tęsknoty, jako mgła oparna,W kielich smutku wsączają sznury łez perłowe,I chyżo wzrasta, chyżo roślinność cmentarna,By drzewo twojej męki owinąć krzyżowe.
Jeśli zechcesz, ja przyjdę... i na krzyż twej mękiMoja dusza upadnie jak poświetl księżyca,I wszystkie łzy twe weźmie na swe białe lica,
I jak z harfy zaklętej dobędzie z nich dźwięki,I przejdę przepaść tęsknot dzielącą nas czarną,Boś mą duszę zapłodnił twą siejbą ofiarną.
O maków purpurowych, kraśnych maków kwiecie!O usta całowane, drogie usta twoje!Złote życia na oścież rozwarte podwoje,Słońce! Słońce w upalnem rozgorzałem lecie!
Słońce, słońce! I maków purpurowych kwiecie!Pszennych łanów poszumy, pszczół grające roje!I usta całowane, drogie usta twoje,I w lipowych alejach kwietniane zamiecie!
Harfo wspomnień! twe struny z rdzy krwawych koraliDłoń moja dziś otrząsa, ogrzewa, rozzłaca,Lecz melodya ta dawna, słoneczna nie wraca,
Tylko motyw tęsknoty snuje się i żali...A ścichłe, obumarłe jak cmentarni stróże,Więdną maki w królewskiej zszarpanej purpurze.
Cieniem byłeś ty dla mnie, bladym wątłym cieniem.Jak kwiat w wodzie odbity, tracąc woń, kolory,Żywego tylko kwiatu ma nikłe pozory —Tak w twych oczach ócz innych szukałam wspomnieniem.
O minionym śnie byłeś dla mnie tylko śnieniem,I przy tobie me myśli, błędne meteory,Tęczą wspomnień barwiły ów kwiat różnowzory,Ów kwiat żywy wciąż we mnie — któregoś ty cieniem.
I czasem żal mi ciebie, bo ci jestem dłużną.Żary duszy twej padły na opokę twardą.I czasem żal mi ciebie żeś nie poszedł z wzgardą,
Żeś nie poszedł odemnie ty, karmion jałmużną!...Tylko został gdzieś w głębi twej pokornej duszy,Jak ślad bicza, pręg krwawy od krwawych katuszy.
Czy nad Twą łodzią także lśniły zorze —Źrenice Boga w trójkątnej oprawie?Czy łódź Twą także w pian srebrnych kurzawieZ pieśnią tryumfu w dal porwało morze?
Czy Tobie także o zbyt wczesnej porzePogasły światła, a w strzaskanej nawieTylko zbłąkane wołały żórawie?Twe sny — żórawie bezdomne w przestworze.
Łódź twa nadpływa? Rzuć w nią marzeń tęcze,Z łez tkane tęcze — rzuć w nią — niechaj płynieZ trumną twej duszy. W szafirów głębinie
Niechaj utonie — a przez fal obręczeRaz jeszcze ujrzy, nim padnie w otchłanie,Swej pierwszej zorzy przejasne świtanie.