Nadwiślańska topola

Kazimierz Gliński (1850–1920)

Na rozstajnych dróg brzegu,Zwanych »Dyablim Gościńcem«,Gdzie skowyczy wiatr w biegu,Przelatuje kurz młyńcem,Gdzie krzyż wznosi ramiona,Na las patrzy, na pola —Stoi bujna, zielona,Nadwiślańska topola.

Płaszcz okrywa szerokiJej ramiona i biodra —Przez mgły patrząc, obłokiPotężnieje pierś modra;Lecz gdy blask się spromieni,Złotem spłynie w dal rola —Stoi znowu w zieleniNadwiślańska topola.

Rozpuściła włos długi,Drży w powietrzu przezroczem —Mógłby taki krzyż drugiSkryć się pod tym warkoczem;Tak gałązki w dół zniża,Tak go zewsząd okolą —

Aż okryła słup krzyżaNadwiślańska topola.

Gdyby nie lud, co czołaTam uchyla i klęka,Nikt nie wiedziałby zgoła,Że tam Pańska jest Męka.Ale każdy przechodzień,Każda zna go niedola —Słyszy modły tu codzieńNadwiślańska topola.

»Zdrowaś Marya!« W łez strugiSzept się zmienia i ginie...»Łaskiś pełna* — głos drugiZ drżących piersi wypłynie...A nad nimi, pobrzeżemDróg rozstajnych wśród pola,Szumi cichym pacierzemNadwiślańska topola.

Lecz powionął wiatr z dalaZimną, dżdżystą jesienią —Płynie wichrów tych fala,Barwy listków się mienią:Grunt rozmokły i grzązki,Czarne lasy i rola —Wznosi nagie gałązkiNadwiślańska topola.

Niema szaty z zieleni,Konarami wiatr targa —Lecą szmery w przestrzeniI jęk, i płacz, i skarga...

Krzyż zaczerniał cmentarnie,Wzniósł ramiona na pola —Do tych ramion się garnieNadwiślańska topola.