Chłopski mecenas — całość

Klemens Szaniawski (1849–1898)

Bartłomiej Łopata, gospodarz.Agnieszka, jego żona.Franek, ich syn.Michał Duda, gospodarz.Maryanna, jego żona.Kasia, ich córka.Walenty Sadło, sołtys.

Piotr Pokrzywka,Józef Gil,Onufry Szczygieł,Michał Kłonica,Jacenty Patyk,Wawrzyniec Kobus,

Drapiszewski, pokątny doradca.Kurocapski, pisarz gminny.Fajbuś Piernik, szynkarz.Fajga, jego żona.Sura, ich córka.Jankiel Migdał, suchy arendnik.Rojza, jego żona.Szapsio, ich syn.Radca Migalski emeryt z Warszawy.Panna Marya, córka tegoż.Jan Dębiński, młody adwokat.Juljan Grodzki, lekarz, kuzyn Maryi.

Fonsio Zbijski,Lolo Gapski,Jaś Spalski,

Panna Petronela,Marcinowa, kucharka.Magda,

Pinkwas,Judka,Szmul,Icek,Chana,Łaja,Gitla,

Marcin Kiełbasa, wójt.Chłopi, Kobiety, Dziewczęta, Dzieci.

Śliczna łąka, piękne siano,Trawa aż po pas!A słoneczko dzisiaj ranoPrzywitało nas!Ej! choć pali i dopiekaMiło kosą ciąć,Boć to dobrze dla człowiekaGarstkę siana wziąć.

Zwijajcie się chłopcy żwawo,A dziewczyny grabcie,

Nim nadejdzie chmura czarnaWszystko siano złapcie;Bo gdy przyjdzie ciężka zimaA latko przeminie,Dobrze będzie dać garść sianaKrowie lub szkapinie.

Ej namacha się człek kosą,Aż zabolą plecy,Ale zato bydlę w zimieZ głodu nie zabeczy.

Śliczna łąka piękne sianoTrawa aż po pas,A słoneczko dzisiaj ranoPrzywitało nas.

Hejże raźno, hejże żwawoKośmy! kośmy! grabmy!

Nim nadejdzie chmura czarnaWszystko siano złapmy.

Oj kobylina siwaW polu trawę chrupie,I zeschło już na sianoMoje serce głupie.Oj chrupie w polu trawęKobylina siwa,A mnie ciągle w myśli stoiKaśka urodziwa,Co mi milsza jest nad słońce,Nad wszystko, nad życie,Bo już bez niej mi obrzydłoI jadło i picie.Kosa nie chce trawy kosić.Cep mój nie chce młócić,Jeno mogę tęsknić, płakaćI gorzko się smucić...

O mój Franeczku, mój gołąbeczkuMoje kochanie złote!Cy ty słyszałeś, cy ty widziałeśDziewczyny twéj tęsknotę?

Moja stokrótko, moja jagódkoRóżyczko na rozkwicie!Moja gwiazdeczko, moje słoneczko.Świéć dla mnie całe życie.

Nie będziesz ty gospodynią,Jeno tylko u mnie;Nie zapomnę ja o tobieChyba tylko w trumnie.

O niepójdę za nikogoJako Bóg na niebie,Za nikogo, mój Franeczku,Jak tylko za ciebie.

Będziem siali i oraliOj będziem niezgorzéj.Będziemy się miłowali,Chleba Bóg przysporzy.

Oj nie będzie i królowiTak dobrze na świecie,Jak mnie choćby w służbie ciężkiéjPrzy mojej kobiecie.

Oj nie będzie mi tak miło,W własnéj ojcowiźnie,Jako w służbie, choć u żyda,Przy moim mężczyźnie.

Może pan Bóg dopomożeMieć chałupsko własne,Może dola się odmieniZejdzie słonko jasne;Wtenczas nasz ogródek skopię,Uprawię — zagrabię,I zasieję len, konopie.

I ja będę przy mym chłopie!

A ja przy méj babie.

Zasieję i skopię

Ogrodzę — zagrabięI siać będę len, konopie

Bylem była przy mym chłopie

Byle przy méj babie...

Więc się nie frasuj dziewczyno hożaI nie bądź taką markotną,I nam zaświeci rumiana zorzaZłotą jasnością stokrotną...I wejdzie dla nas słońce złociste,Dla ciebie, krasna kalino,

A z gór wysokich zdroje srebrzysteZe szczęściem dla nas przypłyną.

SlicnaŚliczna łączka piękne sianoTrawka aż po pas!A słoneczko dzisiaj ranoPrzywitało nas.Teraz poszło spać słoneczkoI my idźmy spać,By o świcie raniuteczkoDo roboty wstać.

Oj kamień jest na kamień!A na ten kamień kamień,A na tamten znów kamieńJeszcze jeden kamień!

Oj jest na kwarte kwarteNa kwarte półkwartek,A nato znowuż kwarteI znowuż półkwartek,A to wszystko dla kompaniiKaże dać pan Bartek....

Ponieważ chłopGłupi jak czopI niezna się na prawie,Więc trzeba nas,By w każdy czasDać dobry obrót sprawie

Ach każdy chłopGłupi jak czopZwyczajny czop od trunku,Więc trzeba nas,By w każdy czasNauczyć mu rachunku!

Chłop chłopu raz,W wesoły czasPowie — ty geometro!I kłótnia wnet.Ten tego w grzbietI silnie wraz się zetrą.O w taki czas,Potrzeba nas,By chłopu wytłomaczyć,Że zbrodnia taPomścić się daByle by sąd zobaczyć.

Ach każdy chłopGłupi jak czopZwyczajny czop od trunku,Więc trzeba nas,By w każdy czasNauczyć mu rachunku

To dla nas festGdy sprawa jest,Kiedy się zrobi zamęt,Mamy próśb wzór,Mamy pęk piór,Papiery i atrament....

A grojse festGdy sprawa jest,Przy mecenasie takim,Dzień taki wartPiętnaście kwartSamego sznaps z arakiem!

Ponieważ chłopGłupi jak czopI nie zna się na prawie,Więc trzeba nas,By w każdy czasDać dobry obrót sprawie.

Ponieważ chłopGłupi jak czop,Zwyczajny czop od trunku,Więc trzeba nas,By w każdy czasNauczyć mu rachunku.

Oj kamień na kamieniuOj na kamieniu kamień!Oj a na tem kamieniuOj jeszcze jeden kamień.

Oj jest na kwarte kwarteA na kwarte półkwartek.A to wszystko dla kompaniiKaże dać pan Bartek!

(śpiewa) Jest bude na budeNa te bude buda.A na tamte wszystkie bude

Jeszcze jedna buda!Za to wszystko poczęstunekPostawi pan Duda!

Oj dzień długi w lecie,W zimie zato krótki,Gdy cię smutek gniecieTo się napij wódki.

Muzykancie będziesz w niebieA basista kole ciebie!

Na smukłej topoliCzarna wrona kraczeDziś przy święcie i ochocieCzłek sobie poskacze.

Na smukłej topoliCzarna wrona kracze.

Dziś przy święcie i ochocieCzłek sobie poskacze.

Niema dzionka jak niedziela,Niema żyda jako Berek,Niema grajka nad Jankiela,Niema tańca nad oberek!

Bo to idzie raźno, żwawo,Z prawa w lewo, z lewa w prawo!Człek przysiądzie, to przycupnie,To znów podkówkami łupnie!

Na rękę sukmana,Na ucho magierka!Dana! dana! dana!Na rękę sukmanaNa ucho magierkaI dalej oberka!.

Niema dzionka jak niedziela!Niema żyda jako Berek,Niema grajka nad JankielaJankiela,Niema tańca jak oberek!Bo to idzie raźnoraźno, żwawo,Z prawa w lewo, z lewa w prawo!Człek przysiądzie — to przycupnie,To znów podkówkami łupnie.

Majówka to mi rzecz!Wyszedłszy z miejskich bramPowietrze świeże mam!Codzienne troski precz!Majówka to mi rzecz!Miły sosnowy las,Posępny, cichy bór,Kędy w pogodny czasBrzmi drobnych ptasząt chór;Potoki płyną z gór,

Wiwat sosnowy las!...Codzienne troski precz,Majówka to mi rzecz!!.

Oj czarna moja dola!Oj ciężko żyć na świecie,Zagubiłem moją młodośćSmutek serce gniecie!.Oj rosną na ogrodzieWysokie konopie!Chyba ja tę moją dolęWraz z sobą utopię!.Nasz Jacenty stary cieślaPięknie belki ciesze,Oj jak ja się nie utopięTedy się obwieszę.Oj pole za stodołąPokryło się zbożem.Oj jak ja się nie obwieszęZadydam się nożem.Oj idzie ludek idzieNa summę w niedzielę;Oj jak ja się nie zadydamWezmę się zastrzelę.Oj ciężko żyć na świecie,Ciężko dźwigać smutek!To też muszę takiej doliRaz już zrobić skutek.Więc marnie zgubię duszę,Nóż wpakuję w serce,Utopię się lub powieszęAlbo też uśmiercę.

Bo kto do nas zajdzie,Fajn oberże znajdzie,

Stancye pod numeremI obiad z kelnerem,Marynate rybieI wszystko się zdybie.

We Warsiawie są panowieHaleganckie i dostatnie,

Ale zato wszystko idzie.Politycznie, delikatnie.

U nas lepiej we psiéj Woli,Choć nazywa się paskudnie,Ale zboże jest na roli,W łąkach kwiatki pachną cudnie.

Tam są panny jak kwiateczki,Cienkie w sobie, blade w twarzy;U nas dziewka kieby dynia,Za pięć ćwierci zboża wazy.

Tam są chłopcy wychuchane,Każdy jak wiatr się przemignie,U nas zaś parobek każdyZa pół wołu ciężar dźwignie.

Lepiej u nas we psiéj Woli.Choć nazywa się paskudnie,Ale zboże jest na roli,W łąkach kwiatki pachną cudnie.

W każdym kątku świata,W Warszawie czy w Woli,Czy kto piórkiem orze,Czy pracuje w roli,

Gdy uczciwie żyjeW pracy lub w urzędzie,Bóg mu błogosławiI dobrze mu będzie.

Dobrze u nas we psiej Woli,Choć nazywa się paskudnie,Ale zbozezboże jest na roli,W łąkach kwiatki pachną cudnie.

Bywa i tak,Że gdy się człekDo pracy ciężkiej imie,Chyli się w znakI pisma biegPrzerwawszy, słodko drzymie.

I sprawy biegPrzerywa człekPrzez dziwną ociężałość,Justycja śpiA mnie się śniKlijentów moich żałość!

Ale dziś światNiebardzo radZajmować się procesem;Gdyby nie spryt,Na wielki wstydPrzepaść bym mógł z kretesem.

Kiedy żyli w rajuTata Adam z Ewem,Zrobili wesele,Wzięli ślub pod drzewem,

Kiedy Adam z EwemW raju sobie żyli,Wzięli ślub pod drzewem,Wesele zrobili.Adam sobie ubrałW sobolowe czapkiemI tańczył w ogrodziePod rajskiego jabłkiem!I skakała EwaSwojem drobnem nóżkiemAle on pod jabłkiemA ona pod gruszkiem

Niechaj żyje para młodaZ teściem suchym arendnikiem,Wiwat Migdał nasz z Piernikiem.Niechaj żyje para młodaW szczęściu, zdrowiu doskonałem,Wiwat Piernik nasz z Migdałem.

Zacny Migdał z cnym Piernikiem,W zdrowiu szczęściu doskonałem,Szynkarz z suchym aręndnikiemarendnikiem,Zacny Piernik z cnym Migdałem.

Niech te dwa osobie.Długo żyją sobie...Niech sobie kochają,Szczęście w handlu mają...

Adam sobie nbrałubrałW sobolowe czapkiem,I tańczył w ogrodziePod rajskiego jabłkiem.Ewa też skakakałaskakałaSwojem drobnem nóżkiem,On sobie pod jabłkiemA ona pod gruszkiem.

Kiedy Adam z EwemW raju sobie żyli,Wzięli ślub pod drzewemWesele zrobili.Kiedy żyli w rajuTate Adam z Ewem,Zrobili weseleWzięli ślub pod drzewem...

I nasz młody SzapsiaTaką ma naturę,Poprosił Fajbusia,Wziął za żonę Surę.I jak kiedyś w rajuTate Adam z Ewem,Zrobili wesele,Wzięli ślub pod drzewem.

Dziewczyno, kochanie,Ciężko żyć bez ciebie,Boś ty jest jak malowanie,Jak gwiazdka na niebie.Dziewczyno, dziewczyno,Dziewczyno kochanie,Wody w górę nie popłyną,Miłość nie ustanie.

Hej za wsią na łąceBystra woda płynie,A w kochaniu nieszczęśliwemCiężko żyć dziewczynie...Hej za wsią na łąceGonią się zające,

Mnie się ciężko zakrwawiłoSerce kochające...

Opada liść z drzewaWśród chłodnej jesieni,Może naszą smutną dolęDobry Bóg odmieni...Rosną listki świeżeNa drzewach na wiosnę,Może Pan Bóg miłosiernyDa nam dni radosne...

Ojże dobrze żyć na świecieFornalowi u dziedzica,Bo kiej włóczy to we czwórkę,A kiej jedzie pali z bicza.I czy jedzie do kolei,Czy po drzewo, czy po snopki,Zawsze mina jego tęgaPawie pióro ma u czapki.A kiedy się z panem jedzie,Szkapy ogień z nozdrzy sieją,A jak człowiek huknie z biczaAż się wszyscy djabli śmieją.

Kiej się młóci we stodolePiękne zboże na jesieni,Powyrzucać trza kąkole,Bo bestyjstwo się rozpleni.

Gdy się wszystko dobrze stało,To se państwo z Bogiem jedźta,A jak przyjdzie jasne lato,To Psią Wolę znów odwiedźta.

O ja gdy to słyszę,Choć już ledwie dyszę,Łapię mego dziada;Gdy się bawią dzieci,Gdy czas prędko leci,Cieszyć się wypada!

Znasz mnie Bartku krzynęŻe za tańcem ginę,Nie broń się daremno,Kapoty uginaj,Od kąta zaczynaj,Tańcuj dziadu zemną!

Gdy się wszystko dobrze stało,To se państwo z Bogiem jedźta,A jak przyjdzie jasne lato,To Psią Wolę znów odwiedźta.