Akt trzeci
Traducido del español por Julian Święcicki
Gwiazda Sewilska
Że zabił — przyznaje codzień,Lecz nie chce wyznać przyczyny.
Cóż mówi?...
Wyraz jedynyŻe „nie wie...“
Szczególny zbrodzień!...
Nie twierdzi, że był wyzwany?...
Bynajmniéj!...
Więc mszcząc się?... w gniewie?...
Czy słusznie zabił, sam nie wie,Lecz przyrzekł... powód nieznany...
Więc proście teraz ode mnie,By wyznał prawdę najszczerzéj;W życzliwość moję niech wierzy,Lecz praw nie jątrzy daremnie.
Niech wyzna, z czyjéj pobudkiOdebrał życie Taberze;Powiedźcie, że ma czas krótki,Więc niechaj głowy swéj strzeże!...
Myśl śmierci jest mu tak błogą!...Snać w duszy ciężkie ma rany?...
Nie skarży się na nikogo?...
Boleści swéj jest oddany!...
Hart dziwny w nim znajdujecie!...
Sam siebie lży przekleństw siłą!...
O! nigdy chyba nie byłoDwóch takich ludzi na świecie!...Poznając ich coraz więcéj,Niemałe cierpienia znoszę!...Raz jeszcze powiedz mu, proszę,Niech złamie upór dziecięcyI wyzna wszystko dokładnie!...Niech mną się nawet zastawi!...Inaczéj nic go nie zbawiI głowa jego wnet spadnie!...
Wykonam.
Wszechwładny Panie!...Estella o posłuchanieUprasza.
I któż jéj broni?...
Lud, królu!...
Wszak nieszczęśliwa!...Daj fotel!... Niech wnet przybywa!...
Natychmiast pobiegnę do niéj.
Chcę widzieć piękność przyćmioną,Podobną do gwiazdy, któréjPromienie nawet śród chmuryBlask świetny dokoła zioną.
Już idzie piękna jak słońce,Poranku mgłami przyćmione.
Don Sancho, potężny władco,I arcy-chrześcijański króluKastylii, nie mniéj cnotamiJak czynem głośno wsławiony.Estella najnieszczęśliwsza,Ukrywszy swoje promieniePod czarnym kirem żałoby,Śmie błagać o sprawiedliwość,Bylebyś ty mojéj zemstyNie został sam wykonawcą.Racz mnie zostawić jéj wybór.Hamować łez mych nie mogę.Skąpane w łzach moje oczyO smutku świadczą wymownie.Kochałam Taberę... brata,Zacnego, który dziś zdalaOd marnych udręczeń świataW niebieskich buja przestworach.On dla mnie ojcem był drogim,
Ja podług jego wskazówekZ godnością żywot pędziłam;Ja-m była z nim tak szczęśliwa!Sewilla nam zazdrościła!...Tabera żył dla Estelli!...Okrutny strzelec łuk strasznyNapiąwszy ugodził brataI szczęście moje zniweczył!...Straciłam brata i męża,Sierotą jestem dziś, królu!...O wymierz mi sprawiedliwość,Mnie oddać racz winowajcę,Bym karę sama spełniła!...
O! nie płacz i bądź spokojna!...Ten pierścień weź, on otworzyPrzed tobą zamek TrianaI więźnia odda w twe ręce.Dla niego bądź tygrysicąHirkańskich skał i pamiętaj,Że często przy ludzkim wstydzieZwierzęta dzikie za przykładWymowny służyć nam mogą.
Tu cnota na surowościZależy!...
Gotowa jeszcze OrtizaWłasnemi zabić rękoma.Twór Boga tak doskonałyCzyż może być okrucieństwaNaczyniem?... I otóż skutkiJedynéj chwili obłędu!...Ja-m rękę Sancha uzbroiłI teraz sam ją wydaję...
Klaryndo?... przygoda mojaNie natchnie ciebie wierszami?
Wierszami?... kiedy poezyaTak licho wynagradzana?...W ostatnie święto, na placu,O wiersze wielu prosiło;A późniéj gdy mię spotkali,Pytają — ot niby krawca —Gotowy mój obstalunek?...
Ja myślę, że ci, mój panie,Przychodzą wyrok przeczytać.
Zagrajcie pieśń mi co prędzéj!...Śmierć tak jest błogosławiona,Że pragnę pośród jéj dźwiękówOkazać swoję uciechę!...Niech widzą, że serce mojeNie zadrży w godzinę śmierci!...
Krew zimna zadziwiająco!...Cóż mógłby zrobić lepszegoNiemiecki pijak, któremuPieszczota czuła z butelkąNos mocno uróżowała?...
„Nieszczęściem mojém jest życie
Więc gdy mię go pozbawicie,Przez śmierć to zyskam jedynie,Co inni na łez dolinie“.
Na honor!... piękna zagadka!...
Dowcipna a i na czasie!...
„Śmierć temu jest upragnionaKto żyjąc niby — wciąż kona“.
Muzyka tu w takiéj chwili?...
Dla więźnia cóż jest milszego?!...
Gdy śmierć już wisi nad głowąI tylko na wyrok czeka,On każe grać muzykantom?...
Jak łabędź ginie śpiewając!...
Już zbliża się chwila śmierci...
O! ręce i nogi waszeZa wieść tę kornie całuję...To dla mnie dzień najpiękniejszy!...
Ortizie de las Roelas,Tyś zabił Busta Taberę?...
Przyznaję...
Z jakiéj przyczyny?
Niech powie ten, komu znana.Ja o niéj nic nie wiem zgoła,Zabiłem, nie wiedząc czemu.
To zdrada!...
Niechaj więc spadnieNa tego, kto ją wywołał.
Na kogo?...
Kto mię pogrążyłW tę przepaść, w któréj zostaję.Jest ona początkiem końca.
Nazwisko jego?
Nie powiem.Przyrzekłem tę tajemnicę.Potężny dłonią, potrafięI w słowie zostać nim także.By spełnić wyrok, możeciePoprzestać na tém wyznaniu,Że ja-m jest mordercą Busta.
Seniorze Ortiz, ja tutaj;Przychodzę z rozkazu królaI w jego żądam imieniu,Byś wyznał zbrodni przyczynę,Chociażby wyjawić przyszłoKrewnego, druha czy żonęLub kogo z magnatów państwa.A jeśli posiadasz papier,Piśmienną umowę jaką,Natychmiast nam ją przedstawićTo święty twój obowiązek!...
Przeciwnie — ten obowiązekSpełniając — ja zdradziłbym go.Powiedźcie, proszę, królowi,Że umiem słowa dotrzymać:Król zowie się Sancho DzielnyI ja mam takież nazwisko.Powiedźcie, że mógłbym papierPosiadać, lecz gdy go żąda,Obraża mię, skoro widział,Żem podarł go na kawałkiJa-m zabił Taberę Busta,Lecz jedno słowo z ust moichSwobodę-by mi wróciło.A słowa tego nie powiem,
Gdyż zgwałciłbym przyrzeczenie.Zrobiłem, com przyobiecał!...Niech ten, kto mnie obiecywał,Jak ja dziś — swojego słowaZostanie téż niewolnikiem!...
Gdy słowo zbawić cię może,Szaleństwem jest to milczenie.
Kim jestem — wiem i to wiedzącZwyciężam właśnie milczeniemKu hańbie tego, co milczy.
Królowi wszystko powtórzę.
O! działasz zbyt lekkomyślnie!...
Obrażasz władzę Sewilli!...Twe życie wszak jest w jéj rękach,Zacięży gniew jéj nad tobą.
I tak się narażasz, panie?...
Niech spadnie na moję głowęI kara bożka i ludzka.Klaryndo, już się zaczyna...Czy słyszysz głuchy ten szelest,Co prując powietrze leciZ piorunem i błyskawicą?...Ognisty wąż się przybliża,By ciało moje opasać.
Straciłeś zmysły. (n. s.) SprobujmyZa jego podążać myślą.
Już płonę...
Smażę się...
W ciebieCzy także piorun uderzył?...
Me widzisz — wszak popiół ze mnie.Dor
Jesteśmy na drugim świecie.
Tak... w piekle, jak mi się zdaje...
Co? w piekle?... a po czém sądzisz?...
Bo widzę krawców miljardy,Gotowych zawsze do kłamstwa.
Masz słuszność; w piekle jesteśmy:Tak, widzę dumę, jak goreW płomieniach tamtéj wieżycyZ pyszałków... z zarozumialców...O widzę tam, jak ambicyaW ognistych przepaściach tonie.
A daléj legion stangretów.
Niech tu się wtoczą karety,A piekło wnet runąć musi.Lecz skoro w piekle jesteśmy,Dlaczego sędziów nie widzę?...
Do bram ich wpuścić tu nie chcąZ obawy przed procesami.Patrz, tyran nazwiskiem HonorOtoczon tłumnie głupcami,Ofiary uczuć skrzywdzonych!...
O! chcę się połączyć z niemi,— Honorze!... błazen honoruChce służyć w twoim orszaku,Niezmiennie prawom twym wierny.— Zbłądziłeś, gdyż dziś honoremPrawdziwym — nie miéć go wcale.
Przychodzisz za mną aż tutaj,Gdym ja już umarł przed wieki!...O pieniądz racz się postarać,On miejsce zajął honoru!...— Co ciebie tu sprowadziło?...— Pragnąłem dotrzymać słowa.— Wydajesz mi się naiwnym.Dotrzymać słowa... śmiech bierze...Kłam zadać swojemu słowuTo piosnka dzisiejszych czasów!...
Ja-m przyrzekł zabić człowieka,Zabiłem... druha swojego!...— Źle...
Prawda... nie bardzo dobrze...
— Przeklęty!... w otchłań go zepchnąćNiech cierpi za swoje głupstwo!...
Przez Boga! gdy potrwa w błędzie,To zmysły utracić może.Spróbujmy jakiego środka.
Co słyszę?... Co to za krzyki?!
To moje... głos psa Cerbera,A stróża tego pałacu,Czy pan mię już nie poznajesz?...
Tak, owszem...
A pan kto jesteś?...
Honoru ekstrakt —
Idź sobie —Nam takich tutaj nie trzeba.Na tamten świat go wysadzić!W Sewilli więzienie precz ztąd!...Lecz cóż to?... zamknąć mu oczy,By nie miał trwogi w podróży
Tak... dobrze... (zamyka oczy Sanchowi)Niech dyabeł kulawy terazPochwyci go w swe ramionaI jednym skokiem przeniesie!...— Za jednym skokiem — wybornie!
Więc ruszaj... a niech on trzymaZa rękę swego pachołka!...
I znowu jesteś na ziemiIdź z Bogiem...
Dyabeł tak mówi?...
Tak, panie, dyabeł ten wprzódy,Nim objął swe obowiązki,Był chrzczony — to galicyjanin...Z ulicy Franków.
EkstazaOpuszczać mię już zaczyna...O Boże, ratuj!... Estello...Czy znasz ty bezmiar mych cierpień?...Ja-m przystał na twoję zgubę,Więc słusznéj wyglądam kary.
O więźnia proszę natychmiast.
Twój więzień tu jest, SenioroI zgodnie z rozkazem królaOddaję go w twoje ręce.Seniorze Ortiz, monarchaRozkazał, by cię wydanoTéj damie.
Seniorze Ortiz,Pójdź ze mną...
Wielbię twą litość,Jeżeli na śmierć prowadzisz,Bo tylko śmierci pożądam.
Dłoń podaj i... proszę za mną.
To czary chyba!...
Za namiNiech nikt nie śpieszy...
To dobrze!...
Na honor! idziemy tęgo.Tak!... z piekła tu do SewilliZ Sewilli znów tam do piekła!...Bodajby tylko EstellaDo światła nas przywróciła.
Idź wolny w świata przestrzenie,Niech Bóg twą duszę ukoi,Pamiętaj, że łasce mojéjZawdzięczasz oswobodzenie!...Idź z Bogiem! Wolnyś!... Śpiesz prędzéj!...Powolność zgubi cię taka!...Służący da ci rumaka.Na drogę dość ma pieniędzy!...
Do stóp twych gnę się, Senioro.
Jedź!...
Zbawcy nie znam nazwiska...
Kobieta... sercem ci blizkaUciekaj!...
Błagam z pokorą,Oswobódź twarz swą z ukrycia;Natychmiast udam się w drogę.
W téj chwili wierz mi... nie mogę!...
Chcę spłacić dług mego życia,Chcę wiedzieć, jakiéj istocieMam wdzięcznym być nieskończenie,Bym kiedyś po swym powrocieWypłacił to ocalenie...
Pochodzę z wyższego świataI kocham ciebie nad siły;A w tobie mam, o mój miły,Kochanka razem i kata!...Idź... błagam!...
Prośba nie wzruszy,Napróżno wracasz znów do niéj!...
Patrz!... skoro to cię nakłoni!...
O, przebóg! gwiazda méj duszy!...
Tak!... gwiazda!... blasku jéj siłaZ ratunkiem śpieszy w potrzebie!...Głos zemsty miłość stłumiła!...Kochając, pragnę dla ciebieByć zawsze gwiazdą zbawienia!...Uciekaj!...
Więc swego wrogaTa gwiazda szlachetna, drogaJasnością swą opromienia?Jéj łaski wyjaw przyczynę?...Mordercę własnego brataOcalić pragniesz dla świata?...On zginął — i ja niech zginę!...
Silniejsze uczucie moje,Więc ono ciebie ocali!...
Wolności chcesz mi podwojeOtworzyć, gdy pierś mą paliPragnienie śmierci. Ty, luba,Czém jesteś — mówią twe czyny;Więc koléj na mnie...
Jedyny,Zmarłego wskrzesi-ż twa zguba?...
Lecz ciebie pomści!
A za co?...
Za zdradę moję.
Tyranie!...
To będzie krzywd ukaranie!..
Niewdzięczni dobre złem płacą!...
Tyś gwiazdką na mojóm niebie!...
Dowiedziesz?...
Śmiercią!...
Stój... słowo!...
Dość!...
Idziesz?...
Mord spłacić głową!Bo żyjąc — znieważam ciebie!...
Żyj wolny!...
To być nie może!...
Obwinia cię kto?...
Twa wzgarda!...
Ja kocham!...
Moja pierś harda!..
Tak!... myślisz więc...
O honorze!...
Szaleńcze! idź i umieraj!...Ja śmierci twéj nie przeżyję!...
Więc nie chce wyznać, że to jaDo mordu go zniewoliłem?...
Ta dusza, twardsza od bronzu,Wszystkiemu przeczy uparcie.I tylko to wyznał w końcu,Że spełnił zobowiązanie,Że teraz spełnić je winienKtoś inny, również związany!...
Milczeniem chce mię zwyciężyć.
A nawet już jest zwycięzcą!...
Tak, słowa swego nie zdradził.A jam jest upokorzony,Me mogąc spełnić obietnic,W przystępie gniewu zrobionych!
A jednak słowo raz dane
Już gwałcić się nie powinno!...Gdy każdy chce mu być wierny,W królewskich ustach jest prawem,Przed którém wszyscy się korzą.
Zapewne, gdy je tłomaczyPrzyczyna z rozumem zgodna.
Poddany nie pyta królaO prawo, lecz je wypełniaNa oślep, bez objaśnienia!...Rozważać — rzeczą jest króla...Tyś rozkaz dał na papierze;On spełnił go, nie żądającDowodu. Więc król na siebieNastępstwa czynu wziąć winien,Bo gdyby w twoim rozkazieNie było potęgi prawa,Czyż byłby zginął Tabera?!...
A więc ja jestem zmuszonyDo tego przyznać się czynu,Że człowiek najniewinniejszyOfiarą padł okrucieństwa!...Cóż o mnie Sewilla powie,Gdy wyznam, że sprawcą zbrodniJa jestem?... Co mówić będzieKastylja i w chwili właśnie,Gdy Alfons głosi zajadle,Żem ja jest uzurpatorem,A papież razi klątwami!...Stronnictwo mego synowcaPodniesie bunt i zwycięży!...To wszystko trwoży, choć znowuDać zginąć Sanchowi OrtizTo hańba — I co tu począć?...
Ujarzmić alkadów łaskąI żądać ich pobłażania.Wygnaniem niech go ukarzą,A późniéj monarcha łatwoHojnością go wynagrodzi:
Naprzykład mógłby otrzymaćDowództwo na pograniczu.
Masz słuszność, lecz gdy EstellaZ pomocą mego pierścieniaJuż zemstę swą wykonała?...
Na wszystko istnieją środki!...Pod jakimkolwiek pozorem,Używszy twego imieniaTak zręcznie ją, bez hałasuSprowadzę do Alkazaru,Że łatwo skłonisz EstellęDo celów swych obietnicą,Że wkrótce jednego z grandówZaślubi, gdyż jéj przymiotySą godne takiego męża!
O! ileż cierpieć dziś muszęZ powodu mojéj słabości!...Rozumnie wyrzekł filozof:Ten mędrcem nazwać się godzien,Kto zawsze w porę być umieSurowym lub téż łaskawym!...Tak, śpiesz więc ująć Estellę;Jedyny środek w téj biedzie.Grandowi dam ją za żonę,Byleby gniew złagodziła.Ja tron-bym oddał jéj chętnie,Bo tacy: i brat i siostraSą godni nieśmiertelności!...
O! wobec synów téj ziemiI dawni Rzymianie bledną!...
Całuję stopy twe, królu.
Co widzę? Pedro de Caus...Cóż cię tu do mnie sprowadza?...
Ten pierścień z herbem królewskimCzy własność to jest monarchy?...
Tak, pierścień ten cię obroniOd kary za wszelką, zbrodnię!...
Okryta gęstą zasłonąPrzybyła dziś do TrianaKobieta jakaś z rozkazem,Bym oddał jéj Roelasa.Na widok tego pierścieniaSpełniłem rozkaz ochoczo.I więzień był jéj oddany.Po chwili Ortiz powróciłŻądając dosyć gwałtownie,By mu więzienie otwarto.„Ja woli króla nie spełnię, —Wciąż wołał jakby w gorączce —Ja umrzeć chcę, bo mordercaTabery na śmierć zasłużył“.Zatrzymać go próbowałem,Lecz krzyczał tak przeraźliwie,Żem musiał bramę otworzyć.A teraz siedzi spokojnie,Wyroku śmierci czekając.
Ja-m nigdy w życiu nie widziałMieszkańców tak chrześcijańskich,Szlachetnych tak nieskończenie:Marmury, bronzy, posągi!...
Ta dama nam powiedziała,Że nie chciał przyjąć wolności,Poznawszy w niéj siostrę Busta,Któremu śmierć zadał...
JeszczeDziwniejsze to, co mi mówisz.Szlachetność gwałci naturę,
Estella, mając tak wielkąPrzyczynę do krwawéj zemsty,Przebacza swemu wrogowi;On, by jéj sprostać w godności,Odważnie na śmierć pośpiesza!...O, kiedyś czyny tych ludziPotomność unieśmiertelni!...Don Pedro Caus weź zarazKaretę i bez hałasuOrtiza przywieź tu do mnie,Lecz działać chciéj w tajemnicy!...
Natychmiast spełnię twą wolę.
Najpierwsi dwaj alkadowieŚmią prosić o posłuchanie.
Niech wejdą z laskami swemi (vara)
O, gdybym mógł RoelasaOcalić bez wyjawieniaTajemnic...
Sprawa skończona...Czas — według prawa postąpić.
I owszem, lecz pamiętajcie,Że czasem i sprawiedliwośćZyskuje na łaskawości.Roela jest regidoremSewilskim, jak był Tabera.Ten zemsty wzywa a tamtenLitości...
Pierwszemi tu alkadamiJesteśmy; na nas więc ciężarHonoru i zaufaniaSewilli dzisiaj spoczywa.Te laski tu przedstawiająMajestat twój, o monarcho!...Gdy proste — patrzą ku niebu;Nagięte — chyląc się zawszeKu ludziom — od nieba stronią.
Ja nie chcę, żeby się gięły,Lecz pragnę, by sprawiedliwośćBratała się ze słusznością.
Wszak w twoim, władco, imieniuCzynimy tu sprawiedliwośćI z twoją sankcyą związaneNadzieje wszystkie zbrodniarzów.Sam sobie zdając rachunek,Ocalić możesz Ortiza.Monarchów Bóg tworzy; on toZ Saula na maluczkiegoDawida przelał majestat.
Tu wejdźcie, by ostatecznyUłożyć wyrok; niech OrtizUlegnie przepisom prawa;Z Don Pedro Guzmanem chciałbymPomówić na osobności.
Czém służyć mogę królowi?
Skazując na śmierć Ortiza,Zmarłego już nie wskrzesicie.Nie lepiéj-by do Grenady
Lub może do GibraltaruWyprawić go, żeby w moichUsługach zginął?... Jak myślisz?...
Że jestem don Pedro Guzman,Pokorny sługa twój, panie.Własnością twoją me życie,Majątek mój i ta szpada.
Uściskaj mię, mój Guzmanie,Przeczułem szlachetność twoję!...Idź z Bogiem i przyślij do mnieFarfana (n. s.) Góry usuwaPochlebstwo...
Do stóp twych ścielę się, królu.
Farfanie! przykro mi będzie,Jeżeli Ortiza na śmierćSkażecie. Gdyby tak możnaZamienić śmierć na wygnanie!...Wszak było-by to konanieTrwające przez żywot cały?...Usłyszeć chciałbym twe zdanie.
Przedmioty największéj wagiBezpiecznie możesz, o królu,Powierzyć mnie swemu słudze;Dla ciebie wypełnię wszystko,Co tylko prawość pozwoli.
Tak, dzielny jesteś, Ribero,Bądź zawsze prawości wzorem,Idź z Bogiem!...
Wybornie rzecz załatwiłem;Roela śmierci uniknie,A ja, nic nie wyjawiwszy,Dotrzymam swéj tajemnicy.W nagrodę kary wygnaniaDam stopień mu jeneralski,I wyślę gdzie na granicę.
Już wyrok jest podpisanyI tylko sankcyi twéj czeka.
Nie wątpię, że me życzeniaSumiennie uwzględniliście.
Tak! prawość jest naszém hasłem!...
„Niniejszem rozkazujemyŚciąć głowę mu na szafocie“...Więc taki wyrok wasz, zdrajcy!...Tak-że to dotrzymaliścieDanego królowi słowa?!...
Złożywszy laskę, powinienNajniższy dotrzymać słowa,Choć kosztem życia i duszy;Lecz z laską w ręku, monarcho,Nikt czynu złego nie spełniNi mylnych słów nie wygłosiDla potęg ziemskich czy boskich!...
Z tych znaków ogołoceni,Spełnimy wszystko, co każesz;
Lecz pierwszym alkadom groduBezprawia nikt nie zarzuci!...
Niech będzie — wszyscy mię wstydzą.
Estella pragnie wejść, królu.
I co mi radzisz, Ariasie,Śród takich zawikłań strasznych?...
Roela Ortiz...
O, królu,Niedoli méj połóż koniec!Tabera z méj ręki zginął,Krew jego — niech krwią się zmaże!...
Kto skłonił cię do zabójstwa?...
Kto?... papier!...
Z jakim podpisem?
O, gdyby papier mógł mówić?!...Podarty — więc milczéć musi.Ja tylko wiem, że zabiłemCzłowieka mi najdroższegoNa świecie. O, patrz! EstellaPrzychodzi żądać méj śmierci.
Twą rękę oddam, Estello,
Jednemu z najpierwszych panów,Lecz w zamian żądam od ciebieTwéj łaski i przebaczenia.
Dlatego więc mi przebaczasz,Że król cię za mąż wydaje...
Dlatego.
Czyż taka zemstaWystarcza ci?...
Najzupełniéj.
Gdy chęci twe się spełniają,Przyjmuję życie — ze wstrętem.
Idź z Bogiem!...
Co mówisz, królu?...Zniewaga-to dla Sewilli.On musi umrzéć...
Król chyba,Bo ja-m jest przyczyną śmierci:Obrona dlań dostateczna!...
Mój honor już ocalony!...Walczyłem z rozkazu króla.Czyż mógłbym bez jego woliCzyn spełnić tak barbarzyński?...
To prawda!
I to wystarcza.Gdy taki rozkaz król wydał,Przyczynę musiał mieć ważną.
Cześć cnotom dzielnego miasta!
A dla mnie, królu, wygnanie,Gdy spełnisz swą obietnicę.
Dotrzymam.
Przyrzekłeś, władco,Dłoń damy, któréj zażądam.
Przyrzekłem.
U nóg twych, panie,O rękę błagam Estelli!...
Zamężną jestem, Ortizie.
Ty?...
Właśnie.
Cóż mi po życiu!...
Ja słowa dotrzymać muszę.Co powiesz?...
Niech więc tak będzie;Ja-m twoją.
Ja-m twój, o droga.
Brak czego?...
Tak, dusz złączenia!...
Małżeństwa — to nie nastąpiJuż nigdy!...
Wracam ci słowo...
Nawzajem. Przy swoim bokuMieć wiecznie mordercę brata —To straszne!...
I dla mnie równieżTen widok siostry człowieka,Którego wbrew swéj miłości
Niewinnie zamordowałem,Ach, byłby...
Jesteśmy wolni!...
Już wolni?...
Żegnaj!...
Bądź zdrowa!...
Zaczekaj...
Potężny panie,Kto zabił mojego brata,Małżonkiem moim nie będzie,Choć kocham go ponad siły!
Kochając — muszę nieszczęsnyZrzec się jéj... lecz słuszna kara!...
To dusze wielkie!...
To stałość!...
Szaleństwo chyba, mój panie.
Przeraża mię ta ich wielkość!...
Sewilla takich ma ludzi!...
Tragedyą tę wam poświęciłDon Feliks Lope de VegaI odtąd Sewilskiéj gwiazdyNie zginie pamięć — na wieki!...