W mrokach
Szumi sitowie — Na dżdżu i wichrzeChwieją się łozin pół uschłe wiechy,Idą po gąszczach szepty i śmiechyCoraz ospalsze, dalsze i cichsze.
Coraz powolniej błotem ciężarneToczą się wody na dnie korytaI cała rzeka nocą nakrytaW jakieś czeluści zapada czarne.
Szumi sitowie — Posępną nocąBłądzę okropnym szlochając płaczemI czarny tylko wie to mrok: za czem?I czarny tylko wie to mrok: po co?
Serce boleśnie szarpie się we mnie,Ostatnim jakimś błyskiem dogasam —Dusza została z nocą sam na samI w nierozświetlne zapada ciemnie.
Szumi sitowie — Patrząc w mrok dżdżystyNa wód leniwych zatęchłe mętyWidzę w oddali śród skał poczętyPotok jak kryształ biały i czysty.
Na pianie słońce barw igra tęcząI niebo schodzi na toń błękitnąI srebrne lilie u brzegu kwitnąI pszczoły z pasiek lecą i brzęczą.
A kiedy gołąb chciwy napojuZanurzy skrzydła strudzone lotem,
Nad śniegi bielszy wzbija się potemNiepokalany zwiastun pokoju.
A gdy wędrowiec w toń rzuci oczy,Oczy aż na dno lecą jak — ołówChcące zobaczyć białych aniołów,Co tam pilnują modrych przezroczy.
O, niesplamiona nurtów czystości!O, niezmąconych źródeł ochłodo!Krysztalna, świeża, ożywcza wodo!Nadbrzeżnych kwiatów słodka wonności!...
Lecz rzekom nie stać! — strumień wciąż płyniePrzez świat szeroki, przez gaje, pola,Coraz nurt inny z nim się zespola,Coraz to częściej grzęznąć mu w glinie.
W coraz to częstsze łamie zakręty,Coraz w nim więcej szlamu i kału —Pogasły cudne blaski kryształuZostała ziemia i muł, i męty.
I coraz wolniej błotem ciężarneToczą się wody na dnie korytaI cała rzeka nocą nakrytaW jakieś czeluści zapada czarne.
Szumi sitowie — Powiew wilgotnySkowycze w łozach, jak dzika psiarnia,Szalony smutek pierś mą ogarnia —Dusza odeszła... dumam samotny...
Dusza odeszła — na mchy mokradłaPomięte skrzydła bez ruchu kładzie,Czarne obsiadły ją wkrąg czeladzieJak stado sępów zgłodniałych padła.
Noc głucha w okół. Wicher jesiennyŁka krwawym żalem zerwanych liści —Dusza odeszła... Kto ją oczyści?Ko wyrwie z kręgów ziemskiej Gehenny?
Szumi sitowie — Pod memi stopySączy się struga dalej a dalej;Lecz jest kres czysty dla mętnej fali,Są niezgłębione morza zatopy!
Oczyszczający wszystko oceanRozlał się ówdzie w błękitną ciszę.Słucham — na falach śmierć się kołysze,Śpiewa zwycięski, zbawczy swój pean.
Szumi sitowie — Mgliste oparyPosępnym świtem bledną na wschodzie,Stalowe błyski idą po wodzie,Z głębi ciemności dzień wstaje szary.
Zmokły kruk w górze nademną kraczeMyśląc o nowej a sutej stypie —Wiatr mi na głowę zwiędły liść sypie —Siedzę bez czucia na dżdżu i płaczę...