Profecie

Marek Jandołowicz (1713–1799)

Dotąd jest berło polskie niekwitnące,Dotąd nie będzie wstępne, władające;Ale jak tylko na wstępnym zostanie,Drgną strachem syzma, lutry i poganie.Pierwsi dwaj swojéj krnąbrności przypłacą,A drudzy prawo wraz z państwem utracą;Kościół na skale stanie się wspaniały,Dwój głowny kolos zamieni się w biały,Natenczas, pielgrzym, wielkie swoje ślubyZłożę przy grobie, trybut sobie luby,Niewolnik wolny ujdzie bez okupu,Strzelec pozbędzie łakomego łupu,Rosa naturę chłód w ciepło zamieni,Kogut z chytrości jak wąż się wyleni,Tak nasze runą znowu swoje wieki (?)Wieść opowiada czas już niedaleki,Ale ty Polska po czasu niewieleMiecz krwie niewinnéj obficie wyleje;Wiele niewinnych marnie zginie braci,Wstyd poświęcony Bogu panna straci,Kapłan z ofiarą przy ołtarzu lęże,W toż licho mnicha z zakonnikiem sprzęże,Cna góra, złotym otoczona kołem,Niech ufa w Bogu, nisko bije czołem,Bo, wiem, najbliższą będzie strasznéj burzy,Dym ją zarównie z innemi okurzy.Kościoły z ozdób swych zdarte zostaną.Dni zgoła wszystkie płaczliwością staną;Lecz się Najwyższy swéj krzywdy użali,Na nich się samych to nieszczęście zwali.Lecz czyń twojemu wczesne dzięki Bogu,Bo on Im przytrze wyniosłego rogu;A ty jak Phoenix z popiołu powstanieszI cnéj Europy ozdobą się staniesz.