Braciom Czechom (Konopnicka, 1900)
Wielkim jest naród ten, w pośród któregoDuch wiecznie żywy przebywa,A ziemia, którą synowie jej strzegąNazwana będzie szczęśliwa.
Wy ducha tego zbudzili, Czechowie,Gdy w sen zapadał głęboki,Wy byt narodu oparli na słowie,Jako na zrębie opoki.
Gdy blasków słońca zabrakło tej ziemi,Co was zrodziła w boleści,Wy ją ogrzali piersiami własnemi,Wy ją wrócili do cześci!
Więc Was pozdrawiam, ja, dziecię krainy,Która nam równie jest drogą,Choć jej w niedoli, i córki i synyNic dziś, prócz łez, dać nie mogą.
Był czas, nim słońce nad nami zagasło,Że w całej naszej ziemicyRwały się orły do lotu, na hasłoBogarodzicy Dziewicy.
Od was my mieli tę pieśń uskrzydloną,Której potęga i siła,Nad naszą Litwą, nad naszą Koroną,Sztandar zwycięztwa nosiła.
Więc przez to hasło, co chrobrych rycerzyKrzepiło w chłodzie i głodzie,Przez tę moc ducha, co ufa i mierzy,Bądź pozdrowiony, Narodzie!
Idzie czas, w którym nie ramię olbrzyma,Lecz żywych duchów potęgaBędzie tą siłą, co ludy utrzyma,Bratne plemiona posprzęga.
Idzie czas, w którym wśród burz i zawiei,Nim świt zwycięży noc mroczną,Po jednej wierze, i jednej nadzieiLudy poznawać się poczną.
Dziś, kiedy dłonie z gorącem uściskiem,Jak bracia podajem sobie,Gdy nam tak wiele jest wspólnem i bliskiem,W miłości, w pracy, w żałobie, —
Przed trybunałem najwyższym stuleci,Genjusze obu narodów
Zanoszą skargę, co w błękit gdzieś leci,Do nowych świtów i wschodów.
Krwią my związani braterstwa i ducha,W wspólnej nadziei i wierze,Jako ogniwa jednego łańcucha,Zawrzyjmy z sobą przymierze.
I pójdźmy razem, gdzie czeka nas droga,Na której ludy przyszłości,Nic nie żądają od dziejów i Boga,Prócz jednej — sprawiedliwości.