Błogosławieństwo »Nizin«

Maria Konopnicka (1842–1910)

Elizie Orzeszkowej.Głos z nizin bije...— O, błogosławionyDuch, co zdjąć umie słoneczne swe szatyI złotych marzeń odrzucić korony,A zaś się zniżyć i w progi wejść chaty,Co jest poszyta snopami żytniemi,A być ubogim z ubóstwem swej ziemi!Albowiem jego królestwo jest boże,Braćmi dlań będą ptaszęta podniebne,A gdy zawoła, przybiegną doń zorzeI poczną świecić, jakoby służebne;I wzejdzie pierwsza jutrzenka mu złotaNad pustkę nędznych siół i czarne wrota.

Głos z nizin bije...— O, błogosławionyDuch cichy, który w tęskliwej zadumieObchodzi pola smętne i zagony,A zasłuchany jest w zbożowym szumieI w szmerach łężnych traw i w lasów ciszy,Aż ich westchnienie i jęk ich posłyszy!Albowiem z tych on, co ziemię posiędą,A na wschód słońca powiodą swe pługi,

I zaorywać lemieszem swym będąCzarne ugory, niepłodne czas długi,I po wyciętych zadrzewią się borachW świętości wiosny i w życia kolorach.

Głos z nizin bije...— O, błogosławieniCi, co są smutni, i ci, którzy płaczą,A w sercu mają grot krwawych ościeni,A na grzbiet szatę wdziewają tułacząI wielki, ciężki krzyż na barkach niosą,Póki ich ziemia pod łez stoi rosą!Albowiem oni przybliżą dzień boży,W którym radością odetchną narody,A zaś się źródło nadziei otworzyI puści się zeń ożywczy zdrój wodyI ludy ziemi pokrzepi swą mocą,Iż pójdą w wielki bój ze złem — i z nocą.

Głos z nizin bije...— O, błogosławionyDuch, który łaknie, i duch, który pragnieSprawiedliwości za nędznych miljony,Aż szale życia przychyli i nagnie,Aby się równo ważyły pod niebem —Dla ciemnych z światłem i dla głodnych z chlebem!Bowiem nasycon w łaknieniu swem będzieI ujrzy gniazda skowrończe w spokojuI powołanie jastrzębie przed sędzieI czoło w słońce wzniesione z pod znoju,I krzyk przepaści i ciemnic ustanie.

Głos z nizin bije...— O, błogosławionaDłoń, miłosierdzie nad nami czyniąca,

Dłoń blizka temu, co więdnie i kona,Dłoń jaśniejąca promykiem miesiąca,By nie urazić słonecznym rozświtemOczu, schylonych przed dziennym błękitem!Ona albowiem oderwie pieczęcieWieku, co przyjdzie bez ognia i miecza,I potępienie odmieni w zaklęcie,Pod którem dusza zakwitnie człowiecza,I świat obejmie uściskiem i bożySąd wszechprzebaczeń nad ziemią otworzy.

Głos z nizin bije...— O, błogosławioneSerce, co swojem kochaniem objęłoWszystko, co nędzne jest i co wzgardzone,I Chrystusowe wypełnia tu dzieło,Wiodący rzesze zarannych zórz drogą,A w nienawiści nie mając nikogo!Albowiem jemu oglądać jest danemBoskość ukrytą w łachmanach nędzarzyI być ludzkości najwyższym kapłanemI ofiarować u złotych ołtarzyDucha, gdy tchnieniem najświętszem owioneCzoło skazańca — wdeptane w proch skronie.

Głos z nizin bije...— O, błogosławieniPokój czyniący nad ludem i światemSiewacze ciszy, co idą schyleni,By zasypywać miłości swej kwiatemPrzepaście czasów, a nic się nie nużą,Trzymając serce wzniesione nad burzą!Albowiem oni synami bożemiNazwani będą przez ludzkie plemiona,

A z ich posiewu urośnie mir ziemi,I będzie kawka w swem gnieździe uśpionaI wyjdzie tęcza na lądy i wodyI kainowe odmienią się rody.

Głos z nizin bije...— O, błogosławionyDuch, co dla prawdy zostaje w ucisku,A od upału nie miewa uchrony,Ani zażyje snu przy swem ognisku,Ni wykołysze swej młodej nadziei,Ale tak szczwany jest, jak jeleń w kniei!Albowiem z krzywdy narodzi się prawo,A z jego męki narodzi się siła,A na tych drogach, gdzie stopą szedł krwawą,Kwiat z siebie wyda wyklęta mogiła,A wiatr zniszczenia, co szatą mu miota,Rozniesie za nim nasiona żywota.

Głos z nizin bije...Ja słucham go w ciszyI zadumana dziś jestem o tobie...A jeśli przyszłość jest, która go słyszy,Jeżeli wszystko nie kończy się w grobie,Jeśli istnieje to, co zwiemy cudem,— Błogosławionaś ty między swym ludem!

Warszawa.