Dwa grobowce

Maria Konopnicka (1842–1910)

W dobrem mieście AwinionieKanonicki chór tak sarka:— »Wszystko dobrze, lecz po lichaPrzed ołtarzem nam ta arka?« —

A stał właśnie przed ołtarzemMarmurowy klejnot biały,Jak mistrzowskie stare wiekiW cudny gotyk go utkały.

Niby lilji pęk strzelisty,Kwieciem w pułap aż uderzaBiały klejnot marmurowy,Jana biały grób papieża.

Jeszcze stoisz pod portykiem,Już skróś nawy zmierzchów świeciI rozjaśnia stare muryPrzemisterny skarb stuleci.

I rozjaśnia mroczny apsyd,Jak miesięczna srebrna strzała.

— Wszystko dobrze, lecz po lichaTa nam buda tutaj cała!

Między stalle się rozparła— Kanonicki chór tak sarka —I nie widzi Pater RufusPatra Celsa, Patra Marka.

Siedzą w stallach przeciw sobie,Pater Rufus psalm zaczyna,A nie widzi Pater Marek,Gdzie kancjonał, gdzie łysina.

I nie widzi Pater Celsus,Gdy ku niemu się otwieraZacna Patra AgricoliSzyldkretowa tabakiera!

Długo znoszą to Ojcowie,Aż cierpliwość licho wzięło:Wyrzucili do zakrystjiMarmurowe arcydzieło.

Wnet się luźniej uczyniłoI ład jakiś nastał przecie.— Tak to z wszystkiem przy rozumieMożna rady dać na świecie!

Lecz z zakrystją nowa bieda:Ani zmieścić w niej wieżycy;Więc z tej lilji nieco kwieciaZdjęli dobrzy kanonicy.

Bo czy stoi to na czubie,Czy na ziemi — wszystko jedno!

I tak wreszcie z letką głowąPrzeciw siebie w stallach siedną.............

Ale w świecie, jak na roli,Dobre ziarno nie przepada:Już w kaplicy brackiej KrawcówKonfraterska idzie rada.

Lat już kilka, ba, z dziesiątek,Konfraternja zacna sarka:— »Wszystko dobrze, lecz po lichaTu w kaplicy nam ta arka?«

A stał właśnie w tej kaplicyCudny gotyk marmurowy,Kolumienki i wieżyczkiNad krawieckie wznosząc głowy.

Świecą na nim szyb koloryW ametysty, w blade róże,A słoneczna strzała słońcaZłotem pała na marmurze.

Jak lotosu kwiat strzelisty,Tak w sklepienia łuk uderzaArcydzieło wieków starych,Benedykta grób papieża.

— W samym środku oto stoi —— Tak Krawieckie bractwo sarka —Że nie widzi messir PascalZ ławki swojej messir Marka!

I nie widzi messir MarekMessir Pietra, ni Didiera,Nie wie nawet, kiedy sięgaIch ku niemu tabakiera!

Klękną z światłem? To ich łamieNa nierówne, krzywe sznury...Ba, chorągiew trza namykać,By nie trącić tej struktury!

Długo znoszą to krawcowie,Lecz cierpliwość ma granice:Rada w radę — trza wyrzucićTę kamienną szubienicę!

— Co ma tutaj wpośród bractwaSterczeć nakształt złego grzyba?Dali radę kanonicy:Ano, damy i my chyba! —

Jak wyrzucić, to wyrzucić.Alić jedna jeszcze bieda:Przez romańskie nizkie odrzwiaAni rusz się przepchnąć nie da...

Messir Pascal w czub się drapie,Messir Pietro kręci głowę...Aż otłukli z kolumienekArcydzieło marmurowe!

Niechaj przecież nikt nie mniema,Że to poszło gdzie na stronę...

— A broń Boże! — Wszystko w kąciePo porządku ułożone!

Konfraternja krawców znanaA ich honor — dukat złoty!Ułożyli tak marmury,Jakby resztki od kapoty.

Zaraz luźniej się zrobiło,I ład jakiś nastał przecie...— Tak to z wszystkiem przy rozumieMożna rady dać na świecie!