Fragment. Wielki ty jesteś... (Konopnicka, 1915)
Wielki ty jesteś, serc królu, poeto,Co wstrząsasz myśli, uczucia i wolęI na błyskawic pełnem nosisz czoleZnamię genjusza, który jest kometąNa ciemnem wieków i narodów niebie...Wielki ty jesteś, czczę ciebie!Pieśń twa potężna, szeroka, natchniona,Grzmi wpośród tłumów zdumionych milczeniaI poi rosą ginących z pragnieniaI chlebem jest dla miljonaI jak krew wrząca, przelewa się w żyłyI nieśmiertelna jest i bez mogiły!Komu raz dłoń twa na czole położyOgnistą pieczęć hańby lub wielkości,Stoi przez wieki całe wśród ludzkości,Rozbudza zapał, unosi lub trwoży.Tyś król: gdy skiniesz berłem brylantowem,Ziemia drży, ludy dzielą się twem słowem.Piękności wiecznej jesteś poślubiony...Tłum lekkich duchów służyć ci przylata...Świat nowy stwarzasz wśród starego świata,Strącasz w przepaście i rozdajesz trony...I jesteś jako pomnik swojej ziemi,Który Bóg wykuł rękoma własnemi.
Lecz większy jesteś ty, o myślicielu,Co głosisz prawdy odwiecznej ustawyI idziesz, cichy, samotny, bez sławy,Do nieznanego dla współczesnych celuI widzisz ruchy tajemnicze wieku...Tyś większy! Cześć ci, człowieku!Słowo twe ciche drżeć sercom nie każe,Ni łez wylewać, ni wzdychać z nałogu,Lecz jest, jak owe najświętsze ołtarze,Przy których duch służy Bogu.I jest, jak jasne djamentowe miecze,Rozcinające w głąb piersi człowiecze.Cóż tobie tłumy, ich oklask i wrzawa,Namiętnych wzruszeń wybuchy i szały?Tryumf twój cichy bywa, jak te prawa,Co niewidomie obejmują całyWszechświat bez walki, zemsty i miłościI są przyrody duszą i ludzkości.Cóż tobie tłumy? Czyż prawda poznanaWiększą jest prawdą? Czy, gdyby przed progiemŚwiątyni niebios nikt nie zgiął kolana,Bóg przestałby się zwać Bogiem?Czy nieskończoność, zaślubiając ducha,Liczy, kto patrzy na nią, kto jej słucha?Zamknięty w ścianach swej cichej komnaty,Sam na sam z myślą, co światy obiega,Uniesień swoich nie nosisz, jak szatyJaskrawej, co tłum podżega;Ale dumania twe i łzy zachwytuNoc tylko widzi oczyma z błękitu...Lecz kiedy duch twój samotny; dalekiOd czczego tłumu, skrę wykrzesze z siebie,Jaśniej, słoneczniej robi się na niebieI cichsze przychodzą wieki...I ludzkość czuje, że jej coś przybyło,I naprzód idzie z podwojoną siłą.Królestwo twoje nie jest z tego świata;
Do twego szczęścia nie trzeba ci zgołaOklasków tłumu, a twoja zapłataTo wieczna pogoda czoła.Krwi, co ci z serca wytryska goręcej,Ty nie sprzedajesz, krzycząc: »Kto da więcej?«
Ktokolwiek wstąpił bez łez i bez drżeniaNa beznamiętne, błękitne wyżyny,Kędy się waży punkt wieczny ciążenia,A nieodzowne i płodne przyczynyW nieskończoności tkwią, jako kotwice,Rzucone w przepaść, w zmrok i tajemnice,Ten wie, jak można uczuć się spokojnym,Czystym i cichym i blizkim wiecznościI zapatrzonym w światło i dostojnymI przodującym ludzkości.Któż z tych, co kiedyś dosięgli tych szczytów,Nie zna Keplera modlitw i zachwytów?
O nieśmiertelny prawdy oblubieńcze!Duchu, co niczem ziemskiem ni znikomemNie gasisz żądz swych, lecz wpatrzony w tęczęSłonecznych światów, rośniesz ich ogromemI wzlatasz ponad serc bicie i drżenie,Tam, gdzie jest prawda, Bóg, ty — i milczenie —O Duchu! czyż się nie czujesz czemś świętszem,Czemś innem, wyższem nad tłum, co się wzrusza?Czyż ukochaniem światła najgorętszemNie potężnieje twa dusza?Czyż nie jest większym umysł, co dociekaPrawdy, od królów... niemal — od człowieka?
Pieśni potęga tłum wrzący porywaDo tych poziomów, gdzie pieśniarz przebywa,I wieść go może od światła do cienia,Od bohaterstwa aż do upodlenia,Może palącym żarem swych pochodniObudzić zapał do cnoty lub zbrodni;Bo fałsz tak wielkim, jak prawda, być może,A tłumy wszystko, co wielkie, poruszaI drżeć im każe... Więc jeśli twa dusza,Poeto, nie jest, jak naczynie boże,W którem kosztowna perła jest zamkniętą,Pieśń twa być może wielką, a przeklętą!Lecz myśl badacza jest, jak struna drżąca,Rozpięta między przyrodą a duchem,Którą Nieznane rozdźwięcza, potrącaWieczystym skrzydeł swych ruchem...Jej droga pewną jest, jak słońca droga;Co w niej istnieje, istnieje u Boga.Obcą jej walka namiętna, burzliwaPrawd względnych, duchów złamanych napoły;Ona konieczną siłą, jak żywioły,Wiąże swe złote ogniwaI urojoną nie płacze żałobąI rzeczywistość swą ma poza sobą.
Poeta daje brylanty i kwiaty,Łzy i uśmiechy rozrzuca ludzkości...Ale myśliciel odkrywa jej światyI nowe drogi przyszłości.Z poetą serce nasze się sprzymierza,Nasze zachwyty i nasze boleści...Ale myśliciel nigdy nas nie pieści,Lecz, jak konieczność, uderza.Poetów miały ludy już gasnące,Co w lutnię tchnienie ostatnie przelały...Lecz myślicieli rodzi nowe słońceI pełne sił ideały.
Poeta wschodzi, jak kwiat, który siejeWiosenny ranek na łące, nad strugą...Ale myśliciel jest krwawą dosługąNarodu, co zna swe dzieje.
Módl się więc, smutny i stojący w cieniu,W koronie blasków zgaszonych, narodzie!Niechaj pieśń wielka poi cię w pragnieniu,A myśl niech karmi cię w głodzie!