Kotek-Psotek

Maria Konopnicka (1842–1910)

Miała Zosia Kotka-Psotka;Tak go w domu nazywano,Bo coś spsocił każdej chwili,Czy to wieczór, czy też rano.

To poplątał w motkach nici,To umaczał wąsy w sosie,To się z Kruczkiem pobił w budzie,To podrapał nawet Zosię.

Aż raz, patrzy, Zosia w wodęPuszcza śliczne rybki złote.Psotek przysiadł, uszki stulił,I obmyśla nową psotę:

— „Rybki” — duma — to potrawa!To mi przysmak doskonały!Cóż to?... zawsze będę chlapałMleko, jakby kociak mały? — ”

Wnet nad wodą się przechyla,Patrzy okiem zachwyconem,Sięga łapką jedną, drugą,Aż — buch! — cały wpadł z ogonem.

Ledwo, że się nie utopił!A co było krzyku, wrzasku...— Patrzcie tylko, jak to drze sięWniebogłosy na obrazku.

Dostał febry, sczerniał cały,Lecz nie poszła w las nauka,Odtąd Psotek u staregoRybołowca rady szuka.

Często ich też widzieć można,Jak podrywką, albo wędką,Łowią sobie rybki złote,Złote rybki z krasną cętką.

Psotek zmienił obyczaje:Rzucił figle, rzucił psoty,Obrał sobie stan rybacki,Ostro wziął się do roboty.

Nie żałuje znoju, trudu,I panience swojej, Zosi,To miętusa, to kiełbika,To okuńka nawet znosi.

Zczasem zrobił się z kocinyRybak sławny w okolicy.Dziś drżą przed nim wszystkie płotki,Od Kamionki, do Bystrzycy!