Na lechickiem polu
Przez lechickie, puste poleCichy pielgrzym idzie w gości,A gdzie przejdzie — ziarno padaSłonecznej jasności.
Idzie miedzą, idzie drogą,Przez ugory, przez dąbrowy,A gdzie przejdzie — tam wyrastaPosiew Chrystusowy.
Nie wyrasta, jako cedry,Lecz jak polne, świeże kwiaty,Blizkie ziemi-rodzicielki,Blizkie biednej chaty.
I nie szumi, jako burzaW swej potęgi majestacie,Ale ziemi mówi: »Matko!«A bliźniemu: »Bracie!«
I wyrosły one słowa,Niby kłosy żyzne, chlebne,Takie proste, polne takie,A takie podniebne!
I już ziemia się rozmajaW pustce swojej i posusze...Już się w piersiach przebudziłySenne ludzkie dusze...
Już serc wiosna się zakwieca,Tam, gdzie pierwej była zima,Już bieleje chata kmiecaZa cieniem pielgrzyma.............
Przez lechickie puste poleCichy pielgrzym idzie w gości...A gdzie przejdzie, ziarna rzucaSłonecznej jasności.
— Kto ty jesteś, o pątniku,Co posiewasz ziemię w zorze? —— Jam apostoł, Wojciech święty,A tu niosę słowo Boże. —
— Jakże przejdziesz, o pątniku,Między obce ci pogany?— Poprowadzi mnie ten Chrystus,Co był za nas na śmierć dany!
— Jakąż bronią, o pątniku,Walczyć będziesz w twojej drodze?— Ja miłością będę walczył,Światło siejąc, gdzie przechodzę! —
— Jakich-że to ech, pątniku,Tak za tobą słychać granie?— To jest pieśń »Bogarodzica«,Co tu z ludem się ostanie! —