O dajcie usta (Konopnicka, 1915)
O! dajcie usta wszystkim krzywdom ziemiI wszystkim nędzom i tęsknotom ducha,I niech się niebo drzwiami błękitnemiOtworzy i Bóg niech słucha!
Czy Tobie, Boże, imię »Grom i Burza«,Że świat Twój w ogniach się nurza?Czy Tobie, Boże, imię »Błyskawica«,Że mu miecz nagi przyświeca?Czy Tobie imię »Śmierć i Wytępienie«,Że się krwi leją strumienie?Czy ziemia w chwili gniewu nawałnicyIskrą Ci prysła z źrenicy?Czy, jeśli bóstwo boleść uczuć może,Łzą z oczu padła Ci, Boże?Czy, gdyś ją cisnął w wir światów bez końca,Smutkiem ściemniała twarz słońca?Czy padł cień zgrozy w nieskończoność jasną,Gdyś wydziedziczył myśl własną?
Czemu, o Boże, prawdzie nie dasz krzyku,Głośnego w każdym języku?Czemu, gdy forma niezmienne zna prawo,Duch wiedzę zdobywa krwawo?
Czemu, wpatrzone w ideał daleki,Orłem nie lecą doń wieki?Czemu to pełne boleści wahanieNa drodze dobra, o Panie!?Dlaczego ludzkość ustaje, powraca,Zdobyte plony zatraca,A całość prawdy, rozbiwszy w okruchy,Łamie pojęcia i duchy?Czemu jej, Boże, nie powiesz: »MdlejącaZ pragnienia, pij światło słońca!«Czemu pozwalasz, by w zmierzchy dziejoweSzła, krwawiąc piersi i głowę?
Jeśli jest myślą Twą i Ciebie sięga,Gdzie jej świętość i potęga?Jeśli Ci obcą — czemu tak stęskniona?Królową — gdzie jej korona?Branką, przykutą do wozu Twej chwały —Czemu w niej duch taki śmiały?Wysłaną w nocy po prawdę pątnicą —Gdzie gwiazdy, które jej świecą?
Dech tracąc, ludzkość, jak nurek, zapadaW otchłań, gdzie perła lśni blada,I tysiąc śmierci widzi w tej głębinie...Ach! czy ze skarbem wypłynie?
Ludzkość się zrywa, jak ptak z ponad ziemi,Skrzydłami skrępowanemi...Przed nią dzień jasny i słońc nowych zorze —Lecz czy doleci, o Boże?