O Psyche (Konopnicka, 1915)
O Psyche! gdyś spłoniona i od pieszczot drżąca,Na sennych ustach niosąc pocałunków żary,Wstała, by schwytać jasność bladego miesiącaI zamknąć ją we wnętrzu kryształowej czary,I z lampą tą, srebrzącą palce twe różowe,Nim błysnął złotem okiem purpurowy ranek,Schylona nad pościelą, gdzie spał twój kochanek,Cicho płonąc, patrzyłaś na drogą tę głowę:Wtedy, z dreszczem rozkoszy i z trwogą tajemną,Ujrzałaś, że ten, który upojeniem błogiemPrzeniknął twą istotę w noc cichą, w noc ciemną,Był — bogiem!Cóż jednak, gdybyś lampę swą zbliżywszy białąDo tych nawpół otwartych i spuszczonych powiek,Spostrzegła, że to piękne i młodzieńcze ciało,To tylko — człowiek?