O zachodzie (Konopnicka)
A kiedy gasną zorze,Nad Rodan idę staryI patrzę, patrzę, jak skróś falW mgłach płyną ciche mary.
Obłoczne ich korabieZłocistym szlakiem suną,A z żagla świeci jasny krzyż,Owiany złotą łuną.
I świecą jasne zbroje,Przyłbice i misiury,A z ramion biały, zdarty płaszczSrebrnemi wieje pióry.
Nie słychać plusku wioseł,Dech fali żagle wzdyma,A mary patrzą smutno tak,Zgasłemi widm oczyma.
W świetlisty patrzą zachód,Gdzie zorza blednie, znika;
Na skale zamek sterczy tam,Świętego gród Ludwika.
I wieje sztandar mglistyNad skalnych wież ruiną;W mdlejących blaskach zorza gra,A mary płyną, płyną...
Pod zamkiem biorą hasłoI maszt koronny kłonią,I wznoszą pieśń, ogromną pieśń,Nad uciszoną tonią.
Wszechwieków krucyatyŚpiewają wielkie boje,A z pieśni bije żar i duchW potężnych skrzydeł dwoje.
Wszechwieków krucyatyŚpiewają wielkie klęski,A z pieśni bije żar i duchŻyw wiecznie i zwycięski.
Lecz nikt nie słucha pieśniI hasła nikt nie słyszy;I tylko pątnik duma tam,W mdlejących blasków ciszy.