O Zarembie
A w Sieradzkiej ziemi,W Łokietkowej ziemi,Zniósł tam Moskwę TaczanowskiZ kosynjery swemi.
Garstka się ostatniaNa cmentarzu broni,Nie wyjdzie tam żaden żywy —Z tej śmiertelnej toni.
Biją w niebogłosy,Machają tam kosy,A mogilny biały piasekPije krwawe rosy.
Wtem leci wśród jęku,Ranny jeździec z łęku,To Urusow, książę młody,Puszcza uzdę z ręku...
Już leci, już ginie,Sił dobył ostatki —I tak rzecze do Zaremby:— Jedynak ja matki...
Ratuj mnie, Polaku,Ratuj życie moje —A ja wiernie twej ojczyźnieW przyjaźni dostoję!
Chwycił go Zaremba,Na siodle go trzyma,Krzyżują się kosy błyskiemPrzed jego oczyma...
— Nie ujdzie nikt żywy —Książę czy nie książę! —A Zaremba: — We mnie bijcie!Bo mnie słowo wiąże!
I odkrył pierś własną,A zasłonił wroga —I ocalił syna matce,Dla miłości Boga!
Tak to polski szlachcicStawił się na słowie...— A ty, jakżeś go dotrzymał,Książę Urusowie? —